La vraie éloquence consiste à dire tout ce qu’il faut, et à ne dire que ce qu’il faut. (La Rochefoucauld)
Prawdziwa elokwencja polega na tym, żeby powiedzieć wszystko co trzeba i nie więcej niż trzeba.



3 marca 2015

Świat w 3De: Demoralizacja, Dezintegracja, Dekompozycja (3)





Zdrada Ewy

Niewiarygodny jest wprost udział kobiet w psuciu dzisiejszego świata. Biblijna idea Ewy, jako słabego ogniwa w parze ludzkiej, nie była przypadkowa. Szatan wiedział, gdzie uderzyć i wali dalej w sprawdzone miejsce.

Cohn-Bendit, z jego majem '68, pozostałby postacią folklorystyczną, małą wzmianką w rocznikach prasowych z 68 r., gdyby nie masowy entuzjazm młodych megier, przygotowanych przez stare rozpustnice do publicznego zrzucania staników, do podchwycenia hasła "moj brzuch należy do mnie", do nieskrępowanej i radosnej aborcji, do łapania życia wyłącznie na gorąco - a wszystko to przy przebiegającym równolegle procesie
rozmiękczania męskości. Na śmietnik poleciał nie tylko krawat, ale i poczucie odpowiedzialności za kogokolwiek i cokolwiek. Mężczyzna, bez większego oporu, dał się sprowadzić do roli wycieraczki i
stał się przedmiotem lekceważenia, jeśli nie pogardy.

Kobieta, z w
łasną pensją na swoim koncie, pigułką w tyłku i kluczykami do samochodu w ręku, poczuła się wyzwolona z tysięcy lat cywilizacji, a że dla neofity charakterystyczna jest gorliwość i agresywność, to przedwczorajsza wierna żona i wczorajsza czuła matka maszeruje dzisiaj w pierwszej linii dowolnego procesu rozkładowego à la mode.

 

Kto winien?

 

Naturalnie, Wielki Mistrz Gnicia - sam diabeł ze swoimi ludzkimi "apostołami", ale również, niestety, posoborowy Kościół (nie tylko "zachodni") - wyciszony, współdziałający z "postępem", animowany przez wewnętrzną masonerię, szukający aggiornamento byle gdzie, jak słychać - nawet w Sodomie, niezdolny do krzyku, do cierpienia, do porzucenia litery na rzecz ducha, do powrotu do Ewangelii... 

Zakamieniały w sztywnej doktrynie i nieskłonny do miłosierdzia wobec owiec odepchniętych i rozpaczliwie beczących, a dziwnie wrażliwy na stany ducha dewiantów świeckich i cierpliwy wobec zboczeńców własnych.
Cały Kościół? Oczywiście nie.

Ale wróćmy do pytania, kto winien rozkładowi tkanki rodzinnej, tak jaskrawie widocznemu od strony wreszcie wyzwolonych cór Ewy. Kto jeszcze?

Ależ my wszyscy, z naszymi gadżetami, hedonizmem dla ubogich i naszą mdlącą tolerancją, której pierwsze objawy są charakterystyczne, więc widać je, kiedy w każdej sprawie, bez względu na doświadczenia pokoleń, zaczynamy od wiecznego "a skąd wiadomo, że?" albo kiedy radośnie jazgoczemy, ilekroć kolejny autorytet moralny spadnie z dachu na dupę.





Czy babiniec rzeczywiście wyprzedza nas w biegu do Wielkiego Dołu? A jeśli tak, to czy jest od nas mężczyzn bardziej winny?

Parszywe były kolejne wieki:
Siècle des Lumières, wiek XIX z jego doktrynami filozoficznymi i politycznymi, wiek XX z wojnami światowymi i Wielkim Kryzysem. 
Ginęli mężczyźni, rozpędzało się wielkie koło produkcja-konsumpcja-niszczenie i tak na rynek wypchnięte zostały kobiety, wyposażone w konsumencki katechizm. 
 
A teraz odczuwamy mdłości na widok życia rodzin, wychowania dzieci, sfeminizowanego szkolnictwa i sądownictwa, a w końcu i byle widowni, która w swojej niewieściej połowie odpowiada rechotem na popisy wielopłciowego, matołkowatego szołbizu.

* * *

Czy tu, skąd piszę, o tysiąc kilometrów na zachód od Polski, jest pod tym względem lepiej czy gorzej? 

Odpowiem następująco - Polsce wciąż jeszcze łatwiej byłoby się zatrzymać. Polskie sumienia wydają się, jak dotąd, mniej zapaskudzone, a sami Polacy odważniejsi, mniej przyzwyczajeni do grzecznych przemilczeń i uprzejmej hipokryzji.

Tutaj będzie prawdopodobnie potrzebna terapia wstrząsowa, żeby ludzie powrócili do źródeł, przy których dawało się lata temu usiąść bez ryzyka utraty portfela i cnoty, a niebo nad głowami było czyste i pełne zapowiedzi.

Rozpuszczalnik


PS
Pisałem dla głupich mężczyzn i mądrych kobiet; mądrzy mężczyźni o wszystkim wiedzą beze mnie, a głupim kobietom i tak nic nie pomoże.
A może odwrotnie - pisałem dla głupich kobiet i mądrych mężczyzn; mądre kobiety o wszystkim i tak wiedzą, a głupim mężczyznom, de toute façon, nic nie pomoże?
Qui sait?

29 stycznia 2015

Całowanie Koranu? Znowu? Wciąż?


Jedynym warunkiem triumfu zła jest brak reakcji ze strony dobra. (Edmund Burke)









I. Asyż, Dni Islamu i tutti frutti
Pod hasłem „Ku prawdziwemu braterstwu między muzułmanami i chrześcijanami” 26 stycznia w Kościele katolickim w Polsce obchodzony będzie XV Dzień Islamu.


Przesłanie Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego do muzułmanów na koniec miesiąca Ramadan w 2014 r. nosi tytuł „Ku prawdziwemu braterstwu między muzułmanami i chrześcijanami” i jest hasłem tegorocznego Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce.
Celebracje ekumenizmu w Asyżu? - "rezultaty "jakie są, każdy widzi". Aby ujrzeć skalę prześladowań, jakim za sprawą innych religii poddawani są chrześcijanie, trzeba byłoby wrócić do czasów Nerona. 
Jeszcze parę lat temu, po kolejnym Asyżu, można było odnieść słodko-kwaśne wrażenie, że światowy tort religijny jest dzielony w zgodzie i harmonii, a dyrekcje religijnych butików - równe pośród równych - już nigdy nie wezmą się za nawracanie nie swoich klientów. Inaczej mówiąc, na naszym katolickim misyjnym niebie, zaraz za wezwaniem "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody", zaświeciło neonowe uzupełnienie "... z wyjątkiem muzułmanów, a jeśli chodzi o żydów, to niech was ręka boska broni".






Pozwalając tysiącom muzułmańskich minaretów strzelać w europejskie niebo, nie ośmieliliśmy się żądać wzajemności w postaci dźwięku katedralnych dzwonów w powietrzu Mekki i Medyny. 

W pierwszym liście do Koryntian św. Paweł powiada "Miłość cierpliwa jest... nie szuka swego... nie pamięta złego... wszystko znosi, wszystkiemu wierzy... wszystko przetrzyma."
Jest możliwe, że miłość wszystko przetrzyma, czy jednak przetrzymają chrześcijanie - that is the question.
Otóż są na tym świecie siły, które ponad miłość idealną przedkładają rozwiązania praktyczne. Zwłaszcza, że w obozie sceptyków uwijają się starozakonni zwolennicy kodeksu Hammurabiego, w którym błyszczą takie paragrafy jak "§ 196: Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją mu" albo nie pozbawione szczególnej urody zalecenie syntetyczne "Czym uczyniłeś to ci odetniemy".
W związku z tym, zamiast zatańczyć taniec brzucha, albo ustawić dywanik w kierunku Mekki i wypiąć się na nim na bosaka, pozakatolicki świat najpierw wstawił na tory antyterrorystyczny parowóz, a potem, kiedy doszło do wystrzelania redakcji Charlie Hebdo i części klientów koszernego supersamu, rozpalił pod kotłem ognisko. Na początek dobre i to, ale czy od czajnika na kołach nie lepszy byłby czołg? Niestety, takiego sprzętu nie posiada pospolite ruszenie, złożone z obrońców praw człowieka, licencjonowanych żurnalistów i innych postępowców, lepiej lub gorzej opłacanych. W konsekwencji, para nie pójdzie w dowodzenie wojskami, tylko w dowodzenie, że terroryzm i islam - to dwie różne rzeczy. A że, jak wiadomo, świat muzułmański dyszy miłosierdziem, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy my katolicy ufnie przyłączyli się do globalnego robienia na drutach miłości. Na nasz sposób, w ramach "Dni Islamu". 
Miłość jest piękna, ale miłość świadoma jest jeszcze piękniejsza. Dzięki Ewangelii i tradycji wiemy prawie wszystko o założycielu chrześcijaństwa, Jezusie Chrystusie. Na nim i na jego nauce nie znajdzie skazy ani sam Antychryst pod postacią rządu światowego, ani jego namiestnicy odpowiadający w wielu krajach za edukację młodzieży, kulturę, media, etc.
A co tymczasem wiemy o proroku Mahomecie, założycielu islamu? 

Francuskie przysłowie powiada "Dis-moi qui tu vénères et je te dirai qui tu es" (Powiedz mi, kogo wielbisz, a ja ci powiem, kim jesteś).

Garnek wiadomości o życiu Mahometa jest wypełniony prawdami i mitami, ale pokrywka na nim podskakuje tak silnie, że zamiast pod nią zaglądać, dorzucimy do garnka parę przypraw, wyjętych ze starych arabskich recept.
Z daleka od bluźnierstw Charlie Hebdo. 
Bez nienawiści, bez lekceważenia, bez drwin ...i bez ilustracji, na które islam nie pozwala.

II. Prorok Mahomet (Muhammad ibn Abd Allah ibn Abd al-Muttalib)

Najstarszym dokumentem poświęconym życiu Mahometa jest Sira nabawiyya (bibliografia Proroka), napisana po koniec VIII w. przez Ibn Iszaka, znana dzięki redakcji dokonanej kilkadziesiąt lat później przez Ibn Hiszama. Innym ważnym źródłem są hadisy, (fakty, gesty, anegdoty), zebrana w 97 księgach przez Al-Buchariego w IX w.
Mahomet (570 - 632) był jednocześnie przywódcą religijnym, militarnym i politycznym. Z opisów wynika, że oddawał się mordom politycznym, zabójstwom i systematycznemu eliminowaniu przeciwników, oraz że nie cofał się przed zbiorowymi masakrami.
Al-Buchari opowiada na przykład historię 8 mężczyzn z plemienia Oklitów, którzy przybyli do Medyny by przyjąć islam, ale w komplecie zachorowali. Mahomet nakazał im pić mleko wielbłądzicy oraz mocz wielbłąda.

Kiedy kuracja nie podziałała, ósemka uciekła, wyrzekając się islamu i jego proroka. Kiedy zostali złapani, Mahomet wyznaczył im karę, na jaką zasługiwali: obcięto im dłonie i stopy, opróżniono gałki oczne za pomocą rozgrzanych na czerwono gwoździ, a pozostałościom organizmów pozwolono spokojnie agonizować (Hadis 56, 152, I).
Innym wojskowym wyczynem Proroka było poskromienie plemienia żydowskiego Banou Qorayza, które - wyrzucone z Mekki - zainstalowało się w Medynie. Tak się złożyło, że Mahomet nabrał ochoty na ten teren, gdzie zresztą żyły już dwa inne plemiona żydowskie. Te dwa plemiona zrozumiały sytuację i sobie poszły, podczas gdy trzecie, wspomniane Banou Qorayza, zrozumienia nie wykazało. Więcej - nie zgodziło się przejść na islam. Mahomet w tej sytuacji oskarżył Izraelitów o zdradę i zabronił im uciekać. Ci, w odpowiedzi, zabarykadowali się w swojej dzielnicy i poddali dopiero po kilku tygodniach. Sędziowanie w ich sprawie Mahomet powierzył Sadowi Ibn Mouadh z plemienia Banou Aws. Wyrok brzmiał: "Mężczyźni mają być zabici, kobiety i dzieci pójdą na sprzedaż jako niewolnicy, a dobytek zostanie rozdany armii". Mahomet skomentował sentencję słowami "Zaprawdę, wyrok Sada jest wyrokiem Boga". 700 mężczyzn zostało pozbawionych głów, co zabrało pracownikom resortu sprawiedliwości cały dzień, a ich ciała zostały wrzucone do wielkiej jamy, wykopanej na rynku w Medynie. Po egzekucji Mahomet wybrał sobie na konkubinę młodą Żydówkę Kihanę i poszedł się z nią odprężyć. Naturalnie, po jej mężu, ojcu i braciach nie zostało ani śladu, patrz wyżej.

(Za francuskim prawicowym tygodnikiem Minute, z 14 stycznia 2015)

Tego rodzaju wyczyny dałoby się mnożyć w nieskończoność. Niejeden z dzisiejszych mędrców politycznych i medialnych bez wstydu dałby słowo, że postępowanie Proroka nie miało nic wspólnego z islamem, ale kto rozumny na dźwięk tych słów nie puknąłby się w czoło?


III. Islam - modus operandi

Islam nie jest religią, islam jest sposobem na życie. Islam zawiera w sobie elementy religijne, prawne, polityczne, społeczne i militarne, przy czym element religijny służy do maskowania pozostałych.

Islamizacja zaczyna się od momentu, kiedy w danym kraju pojawia się liczba muzułmanów wystarczająco duża, żeby postawić żądania natury religijnej. Kiedy "tolerancyjne i otwarte na różnorodność kulturalną" społeczeństwo zgadza się zaspokoić islamskie wymagania religijne, zawsze dochodzi do stopniowej infiltracji elementów pozostałych.
  • Dopóki populacja muzułmańska nie przekracza 2 procent ludności, jest uważana za nieszkodliwą mniejszość, pokojowo nastawioną wobec reszty społeczeństwa (Australia, Hiszpania, Włochy, USA).
  • Kiedy ta populacja zbliża się do 5 procent, dochodzi do prozelityzmu religijnego wobec innych mniejszości etnicznych i grup marginalnych, oraz do rekrutacji nowych adeptów w więzieniach i gangach operujących na ulicach (Niemcy, Dania, Wielka Brytania).
  • Kiedy ludność muzułmańska przekracza 5 procent, jej wpływy zaczynają być nieproporcjonalnie wielkie. Pojawiają się żadania na temat żywności halal i udziału muzułmanów w jej produkcji. W razie braku chęci do współpracy, firmy wytwarzające żywność są przedmiotem pogróżek (Holandia, Szwecja, Szwajcaria).
  • Kiedy liczba muzułmanów zbliża się do 10 procent, pojawiają się jawne żądania i wyzwania pod adresem władz centralnych i terenowych - muzułmanie chcą prawa do życia w zgodzie ze swoją kulturą i religią. Metody postępowania stają się gwałtowne. Celem ostatecznym jest zaprowadzenie w społeczeństwie szariatu (Francja, Chiny, Izrael, Tajlanda).
  • Gdy społeczeństwo osiąga stan 20 procent muzułmanów (India, Rosja), sceny gwałtu zaczynają nabierać charakteru codziennego, byle co wystarczy do gwałtownych manifestacji, formują się milicje i płoną synagogi i kościoły.
  • Aby pojąć co się dzieje, gdy procent muzułmanów przekracza 40, wystarczy przyjrzeć się sytuacji Albanii, Kosowa, Egiptu, Jordanii, Libanu czy Syrii - w tych krajach opresja muzułmańska obejmuje już nie tylko innowierców, ale i "swoich", kiedy są niewystarczająco radykalni.

Obecnie muzułmanie (2 miliardy) stanowią 28 procent populacji świata. Rozrodczość ich jest znacznie wyższa od wszystkich pozostałych. Przewiduje się, że przed końcem XXI wieku muzułmanów będzie więcej niż 50 procent.

(za Peter Hammond: "Slavery, Terrorism & Islam: The Historical Roots and Contemporary Threat")

IV. Westchnienie końcowe

Wspomnę już tylko, że Mahomet wybrał się do "siódmego Nieba" na koniu i że ten cudowny koń nazywał się Burak. 

I westchnę:
  •  Kto ma uszy, niechaj słucha (Mt 13, 43)
  •  kto ma oczy, niech patrzy
  •  kto ma rozum, niech używa
  •  kto jest durny, niech zmądrzeje
  •  kto jest w głupocie uparty, niech wie, że strasznie go los pokarał... 
Rozpuszczalnik

9 lutego 2014

Tak od rana płynie Sekwana (17)


Gnicie z przerzutami


Trzydzieści cztery amerykańskie stany zezwoliły na zawieranie na ich terenie małżeństw osób tej samej płci.

Rząd USA uznaje prawa małżeństw homoseksualnych na równi z tradycyjnymi


Wróciłem właśnie z porannej mszy w jednym z "moich" francuskich kościołów. Było jak zwykle posoborowo - siadanie, wstawanie, pierwsze czytanie, którego nikt nie słuchał, ożywione obmacywanie się na znak pokoju - ale raz jeszcze podniosło mnie z krzesła, kiedy, zaraz po Je crois en Dieu... (Credo), kobiecina z ekipy liturgicznej wzięła się za bla-bla-czytanie intencji modlitewnych. Odprawiający mszę ksiądz odruchowo wyśpiewywał francuski odpowiednik "wysłuchaj nas Panie", a sędziwi wierni zaśpiewaliby mechanicznie to samo, nawet gdyby intencja zabrzmiała "spuść Panie na nas parcha, a na nasze zbiory szarańczę".

Dlaczego "bla-bla-czytanie"?
Bo i tym razem intencje ograniczały się do próśb o sprawiedliwość w podziale dóbr i były zaadresowane do "rządzących tym światem". Cóż to szkodzi robić na modlitewnych drutach pobożne, nikogo nie grzejące sweterki. Równie dobrze ekipa liturgiczna mogłaby wypocić modlitwę o to, żeby z powierzchni ziemi zniknęły choroby oraz żeby wszyscy jednocześnie wygrali w totolotka. Zw
łaszcza w sytuacji, kiedy na temat "małżeństw wszystkiego ze wszystkim" i zaprogramowanej przez Ministerstwo Edukacji deprawacji dzieci, prawie cały francuski Kościół nabrał nieświęconej wody w usta i pilnie patrzy w inną stronę.

A tymczasem dzieje się horror, a diabelskie nasienie deprawuje kolejne społeczeństwa, zorganizowane w "globalną wiosk
ę". Cała uwaga światowego masońsko-levicowego draństwa jest poświęcona wykończeniu katolicyzmu, który pozostaje jedyną przeszkodą w roztarciu na proszek resztek cywilizacji chrześcijańskiej. W tym dziele ośmieszanie rodziny i jej postępująca instalacja w Muzeum Historycznym jest narzędziem wyjątkowo skutecznym.

Jakie więc powinny być intencje, recytowane w kościołach?
Powinny brzmieć - ludzie, buntujcie się! Krzyczcie wasze "nie zgadzamy się" na ulicy, w domu, w pracy i w lokalach wyborczych. A wy, hierarchowie, pasterze "naczelni" powierzonych wam stad, zbuntujcie się jeszcze silniej od waszych owieczek i zamiast ozdabiać swoimi myckami oficjalne uroczystości i łapać zrzucane wam z góry podejrzane nagrody i ordery - przypomnijcie sobie, po co istniejecie!
I - ilekroć trzeba - cierpcie! Do tego zostaliście powołani!
A jeśli, w chwili próby, nie jesteście w stanie zaryzykować zdrowia i komfortu, to wynoście się z pałaców.




 
Naturalnie, możemy dalej mruczeć "miłujmy się" i tchórzliwie nadstawiać drugi policzek, kiedy swołocz ściąga nam spodnie. Tylko musimy się liczyć z faktem, że z pokoju nieletniej córki nie będziemy wkrótce mogli wyrzucić uwodzącej ją lesby, a za spuszczenie kopniakami ze schodów sodomity, dobierającego się do syna, zostaniemy wsadzeni do paki za homofobię, największe obecnie przestępstwo, jeśli nie liczyć antysemityzmu.

*

W kościele wysłuchałem "homilki", czyli powtórzenia Ewangelii
swoimi słowami.
W rewanżu, walnąłem wam, ukochani forumowi bracia i umi
łowane internetowe siostry, kazanie.
Jeśli zdrowie i blog pozwolą - nie ostatnie.

Rozpuszczalnik


9 lutego 2013

Tak od rana płynie Sekwana (16)

 
Płci spokojna, płci wesoła!...

Świat, sprowadzony do wioski globalnej i zarządzany centralnie przez dyskretnego Wielkiego Sołtysa, zrobił się mały i jeśli między wodą w Sekwanie a wodą w Wiśle jest jakaś różnica, to zawiera się ona wyłącznie w chronologii - co w Wiśle nadpływa, w Sekwanie jest już pod mostem.

Świadomość ta jest dla mnie rodzajem licencji na swawolne skoki między politycznymi ściekami wpływającymi do obu rzek. 
"Cieków wodnych" odbierających produkty demokratycznych kanalizacji jest na świecie pełno, a gdyby je wszystkie połączyć w jeden postępowy nurt, jego zapach mógłby zabić najtwardszego spośród kierowców cystern, nazywanych w slangu miejskim gównowozami.

Rzecz idzie dzisiaj o legalną przykrywkę dla pożycia płciowego sodomitów. Z łaski wspomnianego sołtysa globalnej wioski, całe zagadnienie spuchło do tego stopnia, że nic już spoza niego nie wystaje. Nie widać światowego kryzysu gospodarczego, asymetrycznej globalizacji na pięciu różnej długości nogach, starannie nadzorowanego upadku moralnego w skali XXL, gwałtu zadawanego podstawowym pojęciom, zarządzania historią i mnóstwa innych warzyw i owoców z ogrodu postępu.
 

Co polska lewicowa kuchnia proponuje jako "związki partnerskie", szef restauracji francuskiej jawnie i bezwstydnie nazwał mariage pour tous. Wobec tego garnka, zawierającego wszystko, co się rusza, Jules-Édouard Moustic, animator popularnego programu satyryczynego "Groland", użył terminu "małżeństwo analne" (mariage anal).

Chaotyczny popęd płciowy przybrał więc postać busoli ze wskazówką z lateksu. Instrument ten jest przeznaczony dla wychowanków mediów i edukacji narodowej, i ma wskazywać wszystkie kierunki z wyjątkiem normalnego. Kierunek normalny, to taki, w którym wszelkie marzenie miłosne koncentruje się na jednej istocie ludzkiej o płci przeciwnej. Zgodnie zresztą z zamiarami matki Natury, która innym konfiguracjom odmówiła prawa do rozmnażania się.
Wypada zauważyć, że obóz postępu, chociaż od dawna drwi z instytucji małżeństwa heteroseksualnego, czyni wyjątek dla związków na palikocią łapę, rzucając im pod stopy czerwony dywan prawny i fiskalny.

Wracam nad tytułową Sekwanę, żegnany kombinacją jodlowania z rzężeniem. To pewien polityk specjalnej troski wzywa pryszczatych do nieliczenia się z własną anatomią: "Masz 16 lat, zdecyduj jakiej jesteś płci". Pomyśleć, że 1000 lat temu Wanda skoczyła do Wisły, bo nie chciała Niemca, a dzisiaj niejedna głosująca na niego Wanda zaakceptowałaby Niemkę.

Francja, "najstarsza córa Kościoła", jako pierwsza została poddana obróbce przez Antychrysta. Dawno temu. Z tym większym uznaniem należy patrzeć na opór, jaki społeczeństwo francuskie stawia paskudztwu o tolerancyjnych oczkach. Podczas gdy 5 stycznia w haniebnym szeregu ustawiła się Wielka Brytania, we Francji ruch oporu nie słabnie (ponad milion osób demonstrowało przeciw cywilizacyjnemu samobójstwu, w zimnie i deszczu). Jeśli nowe prawa w zakresie "rodziny" zostaną uchwalone, opór jeszcze wzrośnie i wywoła renesans tradycji. W sensie filozoficznym, religijnym i społecznym. Ewentualne zwycięstwo lewicy wprawdzie wyprowadzi obrzydliwość na ulice i place, ale też będzie zwycięstwem pyrrusowym. Zrobi się jaśniej i będzie widać, kto wybrał sobie adres w dzielnicy Sodoma. Tym gorzej dla homoseksualistów dyskretnych, którzy nie ukrywają, że ani rozgłos, ani instytucja "małżeństwa" nie była do niczego potrzebna.
Ostateczne głosowanie w parlamencie odbędzie się we wtorek, a w marcu legalnością uchwalonych tekstów zajmie się senat.

Francuskie ugrupowania prawicowe zgłosiły 4 tysiące poprawek do rządowych propozycji ustaw. Większość z nich ma charakter groteskowy jeśli nie wręcz szyderczy. "Poprawki" te mają za cel ukazać nonsensy i sprzeczności zawarte w lewicowych majaczeniach legislacyjnych.
Za sięgającą wizjonerstwa wyobraźnię podziwiam zwłaszcza deputowanego Jacques'a Bomparda, skądinąd popularnego mera Orange. Aby ukazać lewicy, jak sam się wyraził, logiczne konsekwencje jej praw, Bompard zaproponował, między innymi:
  • likwidację małżeństwa w ogóle
  • ustanowienie instytucji małżeństwa grupowego (mariage à plusieurs)
  • akceptację poligamii
Bompard powiada, że jeśli podstawą nowych praw w zakresie małżeństwa miałaby być wyłącznie miłość, to dlaczego nie uznać by takich skutków tego założenia, jak:
  • związki nieletnich i z nieletnimi
  • związki oparte na miłości kazirodczej
  • związki "z samym sobą" ("czyżby miłość Narcyza wobec siebie samego była być mniej warta od miłości Kastora kiedy dosiadał Polluksa?")
 
 

W Minute z 6 lutego, Bompard mówi, że "jeśli pojęcie tak ogólnikowe jak miłość, przyjąć za wystarczający powód do małżeństwa, to oprócz piękna spotkalibyśmy się z iluzjami, a perwersjom nie byłoby granic". Pomijając przykłady historyczne (pomysły Bluma czy Cohn-Bendita), nie sposób nie zauważyć współczesnych kwiatków w postaci brazylijskiego małżeństwa we trójkę czy arabo-saudyjskich związków starców z dziećmi.

Swój wywiad Bompard kończy następująco:
"Prawo głosu dla wszystkich (dla obcokrajowców w wyborach lokalnych - przyp. R.) , małżeństwo dla wszystkich, wkrótce samobójstwo dla wszystkich - oto formuły pozwalające maskować i promować, we wszystkich dziedzinach politycznych i społecznych, powszechny nihilizm.
Jest obowiązkiem posła, wybranego reprezentanta narodu, przeciwstawienie się tym zboczeniom."

 
 Cóż miałbym dodać?
Że nie wolno pozwolić, żeby decydowali ci z obrazka?


6 grudnia 2012

Tak od rana płynie Sekwana (15)

  

Céline Duflot, czyli zemsta nietoperza

 
Kościół francuski obudził się i ostro przeciwstawił wprowadzanemu bez referendum mariage pour tous ("małżeństwu dla każdego"), czyli przyszłej "rodzinie", w której wszystko żyłoby ze wszystkim w mono- lub poligamii, a w której pomiędzy nogami rodziców dowolnej płci plątałoby się potomstwo o niejasnym pochodzeniu.
Protestuje nie tylko Kościół - bunt społeczny narasta i wiele może się w najbliższej przyszłości wydarzyć w dzisiejszej Francji, reprezentowanej w
świecie przez prezydenta - kawalera z dziećmi i pierwszą damę, która nie rozwiodła się jeszcze z oficjalnym mężem.



Każdy lizus ze szkoły poprawności politycznej im.
Annasza i Kajfasza wie, że teoria spiskowa jest dobra wyłącznie w odniesieniu do wizyty ob. Rywina u ob. Michnika albo do objawów niechęci Brunona K. wobec "niepolskich rządów".
Jak jednak nie ująć w Wykazie Spisków Dowiedzionych faktu, że ledwie francuski Kościół katolicki zakwalifikował nowe małżeństwa do kategorii oszustw (supercherie), jak szefowa zielonych, Cécile Duflot, chwilowo na stanowisku ministra Równości Terytoriów i Mieszkań (sic!), porwała się zza biurka i swoim polipowatym głosem wyemitowała pod adresem
kościelnej hierarchii obłudny apel z jadowitą pogróżką na deser.

Zielona minister zaapelowała mianowicie do arcybiskupstwa Paryża (jednym z najgłośniejszych przeciwników "małżeństwa" był paryski kardynał André Vingt-Trois, patrz fotografia) - żeby Kościół postawił do dyspozycji państwa swoje puste lokale, bo "(ona) nie rozumie jak to możliwe, że Kościół nie podziela (jej) wysiłków w kwestii solidarności".

A gdyby Kościołowi przyszło do głowy się od tej solidarności uchylić, to państwo te lokale "zarekwiruje" (okazja przypomnieć, że wciąż rosnąca w siłę kategoria "bezdomni" obejmuje włóczęgów stałych, clochardów okolicznościowych, wyrzuconych z mieszkań mężów po rozwodzie, imigrantów bez papierów i Romów).






Lewicowa katoliczka Cecylia D. dotąd nie zdaje sobie sprawy, jak niebezpieczna jest dla ministra śmieszność. Śmieszność ministra ma bowiem to do siebie, że jak pchły przenosi się na otoczenie. Ze szczególną predylekcją do przeskakiwania na szefa rządu.


W rzeczywistości Kościół francuski jest sławny ze swojej ofiarności i solidarności w stosunku do ludzi w kłopotach. Drzwi przed bezdomnymi otwierają i podnoszą pokrywki z garnków wszyscy - parafie, zakony męskie i żeńskie, Secours Catholique, etc. A jeśli skrzypi gdzieś jeszcze i pozostaje zamknięta jakaś rdzewiejąca kościelna brama, to tylko dlatego, że na kluczu siedzi państwowy urzędnik.

Szef Secours Catholique pozwolił sobie przy okazji zauważyć, że odpowiedzialność w kwestiach mieszkaniowych nie spoczywa na asocjacjach (fundacjach), tylko na instytucji państwa, oraz że przed swoim apelem Madame Duflot mogła wykręcić głowę w stronę administracji, banków i instytucji ubezpieczeniowych.




Przypomnę, że 13 stycznia, wszystko co żyje, a zachowało rozum i gust, wyjdzie od nowa na ulice i amatorom psucia cywilizacji wykrzyczy "NON".
Ostatnie manifestacje przeciw absurdowi i perwersji wypadły znakomicie. W Paryżu i pozostałych liczących się miastach.

Zorganizowaną przez Civitas paryską demonstrację stricte katolicką próbowała zakłócić znana feministka i lesbijka Caroline Fourest, w towarzystwie gołej hołoty z Ukrainy, spod szyldu Femen.








Zanim policja wreszcie dopadła i zamknęła wesołą grupę, Ukrainkami z Femen zdążyła skutecznie zająć się służba porządkowa Civitas. Do akcji weszli również anonimowi "cywile", alergiczni na bluźniercze formy ekshibicjonizmu, i zapłacili dziewczątkom za występ - jakby to powiedzieć - bitą monetą.


Co pozwala mi skończyć niniejszy raport z Paryża w optymistycznym obłoku o rozmiarach wprawdzie umiarkowanych, ale o ciepłych barwach rodzinnych.