La vraie éloquence consiste à dire tout ce qu’il faut, et à ne dire que ce qu’il faut. (La Rochefoucauld)
Prawdziwa elokwencja polega na tym, żeby powiedzieć wszystko co trzeba i nie więcej niż trzeba.



26 maja 2016

Papież Franciszek o świecie oraz myciu nóg i pozostałych misjach Kościoła


9 maja 2016 papież Franciszek udzielił wywiadu dwóm przedstawicielom La Croix, francuskiego kato-lewicowego dziennika, żyjącego Soborem Watykańskim II. Na lewo od La Croix, można znaleźć dwie dalsze oazy postępu w postaci Golias Hebdo i Golias Magazine (przy których La Croix, Tygodnik Powszechny i katolickie półki Gazety Wyborczej to esencja katolickości, nieledwie spod znaku Torquemady i autorów "Młota na czarownice").





Zgodnie z formułą wywiadu, Guillaume Goubert i Sébastien Maillard stawiali pytania, a papież odpowiadał. Tekst wywiadu można znaleźć na stronie internetowej La Croix pod adresem "EXCLUSIF Interview avec le pape François : l’intégralité".

Z mojej strony pozwolę sobie na przetłumaczenie tekstu wywiadu oraz kilka komentarzy, ostrożnych i możliwie wolnych od emocji.

Pora nadmienić, że w zwracaniu się do papieża, wysłannicy pisma ograniczają się do grzecznościowego zwrotu "vous", odpowiadającego polskiemu "proszę pana". Trzymają się więc z daleka od tradycyjnej etykiety i zwrotów w rodzaju "Ojcze Święty" albo "Wasza Świątobliwość". Umieszczam ich tym samym na jednym poziomie z rabinem Joskowiczem, który, grożąc Janowi Pawłowi II palcem, wsławił się tekstem "Proszę, aby pan papież dał wezwanie do swoich ludzi, by także ten ostatni krzyż wyprowadzili z tego obozu." Volenti non fit iniuria, więc pytań dziennikarzy świadomie z "pana papieża" nie odplamię.




Kwestia integracji migrantów



La Croix :

W pańskich wypowiedziach o Europie, wspomina pan "korzenie" kontynentu, nigdy nie kwalifikując ich jednak jako chrześcijańskie. Definiuje pan europejską tożsamość jako "dynamiczną i multikulturową". Czy według pana wyrażenie "korzenie chrześcijańskie" jest niestosowne?



Papież Franciszek:

Należy mówić o korzeniach w liczbie mnogiej, bo też jest ich wiele. W tym sensie, kiedy mówi się o korzeniach chrześcijańskich Europy, ich wydźwięku się lękam, bo może on być wyrazem triumfalizmu lub mściwości. A to podpada pod kolonializm. (...) Owszem, Europa ma korzenie chrześcijańskie i obowiązkiem chrześcijaństwa jest te korzenie podlewać, ale w duchu służby, w postaci obmywania nóg. Erich Przywara, wielki nauczyciel Romana Guardiniego i Hansa Ursa von Balthasara, tak nas poucza: "Wkład chrześcijństwa do każdej kultury jest wkładem Chrystusa myjącego nogi, to znaczy służby i ofiary życia". Nie powinien to być wkład o cechach kolonializmu.


Mój komentarz:


Ton jest dany. Tymczasem z Argentyny, a więc z pewnego oddalenia, powinno być lepiej widoczne, jaką rolę w historii chrześcijaństwa odegrała Europa (wraz z całym basenem Morza Śródziemnego - Mare Nostrum) i, z drugiej strony, co chrześcijaństwo Europie przyniosło. Zadaniem chrześcijan jest niesienie Ewangelii, który to proces nie ma w sobie nic z kolonializmu. Nie widać przy tym powodu, aby poprzedzały go zabiegi z zakresu higieny nóg i całowania pogan obu płci po stopach. Co do "ofiar z życia", to, statystycznie biorąc, współczesna osoba duchowna, zwłaszcza z wyższych kościelnych sfer, nie ryzykuje zbyt wiele w porównaniu do misjonarzy sprzed wieków.



* * *

La Croix :

16 kwietnia przywiózł pan ze sobą do Rzymu uchodźców z wyspy Lesbos. Był to gest o wielkiej wadze. Czy jednak Europa jest w stanie przyjąć wielką liczbę migrantów?


Papież Franciszek:

Pytanie słuszne i roztropne, bo nie można szeroko otwierać drzwi w sposób nieracjonalny. Prawdziwym jednak pytaniem jest, dlaczego jest dzisiaj tak wielu migrantów. U źródła problemu znajdują się wojny na Środkowym Wschodzie i w Afryce, oraz niski rozwój kontytentu afrykańskiego, prowokujący głód. Nie byłoby wojen bez producentów broni, a zwłaszcza handlarzy bronią. Nie byłoby bezrobocia, gdyby nie brak inwestycji. To wiąże się z szerszym zagadnieniem światowego systemu ekonomicznego, który popadł w idolatrię pieniądza. Ponad 80 procent wszystkich bogactw jest w rękach 16 procent światowej populacji. Prawdziwie wolny rynek nie funkcjonuje. Rynek jest rzeczą potrzebną, ale nie może się obejść bez wsparcia ze strony państwa, zdolnego kontrolować i harmonizować. Nazywa się to ekonomią socjalną rynku.



Ale wróćmy do migrantów. Najgorszym rozwiązaniem jest ich gettoizacja, podczas gdy powinni być integrowani. W Brukseli terrorystami byli Belgowie (dzieci migrantów) mieszkający w getcie. Nowy burmistrz Londynu, muzułmanin, złożył przysięgę w katedrze i zostanie przyjęty przez Królową. Widzimy, że Europa jest zdolna integrować. Przychodzi mi na myśl Grzegorz Wielki, papież z lat 590 – 604, który negocjował z barbarzyńcami, co zakończyło się ich integracją. Integracja jest tym bardziej ważna, że Europa wyludnia się na skutek egoistycznej pogoni za dobrobytem. Instaluje się w niej próżnia demograficzna.

Mój komentarz:
 

Tutaj papież Franciszek pozwala sobie na nonszalancję w tak ważnej dla Europy kwestii jak integracja nowoprzybyłych. Tak się składa, że integracja wymaga zgody obu stron. Gett nie tworzy kraj zapraszający, tylko przybysze i to oni sami nie chcą się poddać integracji, ani łagodnej, ani radykalnej. Z trzech głównych rodzajów integracji, asymilacji, "tygla narodów" i pluralizmu, nie sprawdził się żaden.

Asymilacji (przyjęcia kultury miejscowej) imigranci sobie po prostu nie życzą. Tzw. tygiel narodów, tj. integracja kulturowa różnych grup etnicznych, istnieje wyłącznie w publikacjach lewicujących socjologów i w rojeniach polityków, potulnych wobec rządu światowego. Co zaś się tyczy proroków pluralizmu, czyli "trwałego pokojowego współistnienia niezależnych i równouprawnionych grup etnicznych", to należałoby nimi tak długo potrząsać, aż skonstatują, że ich pluralizm zawsze kończy się ostatecznym zwycięstwem grupy najbardziej agresywnej i bogatej w kobiety o permanentnie ciężarnych brzuchach. Jeśli taką grupę animuje w dodatku nietolerancyjna religia, widząca w reszcie świata jedynie psy niewierne, to chrześcijanin nie będzie miał przed sobą wiele pociągających opcji - albo da się obrzezać i przyjmie islam, albo pogodzi się z pozycją obywatela drugiej kategorii i będzie płacił specjalny haracz za prawo do życia, albo wreszcie zdąży, z niepoderżniętym gardłem, uciec do Ameryki (pod rządami Donalda Trumpa).



* * *

La Croix :

Obawy przed imigracją biorą się z lęku przed islamem. Czy ten strach jest, pańskim zdaniem, uzasadniony?


Papież Franciszek:

Nie sądzę, żeby istniał dzisiaj strach przed islamem jako religią. Istnieje natomiast strach przed Daeszem i jego podbojami, znajdującymi częściowe uzasadnienie w islamie. Jest prawdą, że idea podboju wyrasta z samego ducha islamu. Ale podobnie, jak ten nakaz podboju, moglibyśmy interpretować Ewangelię według św. Mateusza, w której Jezus wysyła uczniów do wszystkich narodów.


Mój natychmiastowy komentarz: 
 

Ma się ochotę zapytać, na jakiej planecie jest położony hotel Świętej Marty i czy stoi w nim telewizor. Co się tyczy ostatniego zdania, to jest tajemnicą papieskiej logiki umieszczenie w jednej kategorii ewangelizacji i krwawego podboju ziem dawnego chrześcijańskiego Cesarstwa Rzymskiego.



Papież Franciszek (kontynuacja):

W obliczu aktualego terroryzmu islamskiego, wypadałoby się zastanowić nad metodami eksportu zachodniej demokracji do krajów rządzonych silną ręką. Na przykład do Iraku. Albo do Libii, z jej strukturą plemienną. Bez liczenia się z lokalną kulturą sprawowania władzy nic się nie da zrobić. Pewien Libijczyk tak to niedawno ujął: "Dawniej mieliśmy Kaddafiego, a teraz mamy pięćdziesięciu Kaddafich".


Mój natychmiastowy komentarz: 
 

Jak dotąd, analiza trzeźwa i ręce składają się do oklasków.



Papież Franciszek (kontynuacja):

W rzeczywistości koegzystencja chrześcijan i muzułmanów jest możliwa. Pochodzę z kraju, w którym jedni i drudzy współżyją w zgodzie. Muzułmanie adorują Marię Dziewicę i św. Jerzego. W jednym z krajów afrykańskich opowiadano mi, że dla uczczenia Jubileuszu Miłosierdzia, muzułmanie stali w długiej kolejce do katedry, aby móc przekroczyć świętą bramę i modlić się do Marii Dziewicy. W Republice Środkowoafrykańskiej, przed wojną, chrześcijanie i muzułmanie żyli razem i będą musieli nauczyć się tego od nowa. Także Liban pokazuje, że jest to możliwe.


Mój komentarz: 
 

Papież albo posługuje się przykładami krajów, w których pewna harmonia ustalała się przez wieki (Afryka), albo mówi o krajach, w których chrześcijaństwo było rozwinięte przed nadejściem islamu (Liban), albo wreszcie daje przykład Argentyny, w której muzułmanie są w ilości, nie wystarczającej do rozwinięcia zielonego sztandaru Proroka (patrz rozdział "Islam - modus operandi" w moim artykule "Całowanie Koranu? Znowu? Wciąż?", ze stycznia 2015).
Nie wspomina on natomiast ani słowem o sytuacji chrześcijan we wszystkich krajach islamskich Bliskiego i Środkowego Wschodu, z Turcją włącznie.





Państwo powinno być laickie



La Croix :

Pozycja islamu we Francji i jej historyczna katolickość są u źródła powracającej kwestii: jakie powinno być miejsce religii w przestrzeni publicznej. Jaka miałaby być, pańskim zdaniem, dobra świeckość?


Papież Franciszek:

Kraj powinien być świecki. Państwa wyznaniowe kończą marnie. Ustawiają się pod prąd Historii. Myślę, że laickość, wsparta solidnym prawem, gwarantującym wolność religijną, stwarza dobrą sytuację. Wszyscy jesteśmy równi jako dzieci Boga lub poprzez naszą osobistą godność. Ale jednocześnie każdy z nas powinien być wolny w uzewnętrznianiu swojej wiary. Jeśli muzułmanka chce nosić chustę, powinna mieć do tego prawo. Podobnie jest z katolikiem, pragnącym nie ukrywać krzyżyka. Powinno się móc wyznawać swoją wiarę nie poza kulturą, tylko w jej ramach. W tym sensie muszę się odnieść krytycznie do Francji, która w swojej laickości przesadza. Dzieje się to na skutek traktowania religii jako subkultury, a nie kultury w całej pełni. Obawiam się, że to podejście, które wydaje się być dziedzictwem Oświecenia, ma przed sobą dłuższy żywot. Francja powinna powoli, krok za krokiem, zmierzać w kierunku pogodzenia się z faktem, że otwartość na transcendencję jest prawem każdego człowieka.


Mój komentarz: 
 

A więc, według papieża, państwa wyznaniowe źle kończą. Żałuję, że dziennikarze nie poprosili papieża Franciszka o rozwinięcie tej obserwacji. Oprócz Watykanu, za kraje wyznaniowe uważa się Maltę, Monako, Liechtenstein, Grecję, Danię, Norwegię, Arabię Saudyjską, Iran i Izrael. Żaden z tych krajów nie wydaje się być w stanie upadku.


La Croix :

W jaki sposób, w państwie laickim, katolicy powinni bronić swoich przekonań w takich kwestiach społecznych, jak eutanazja czy małżeństwo osób tej samej płci?


Papież Franciszek:

W tych sprawach miejscem do dyskusji, argumentowania i przekonywania jest Parlament. Jest to droga, pozwalająca społeczeństwu się rozwijać. Od momentu, kiedy prawo jest przegłosowane, państwo powinno respektować ludzkie sumienia. W każdą strukturę prawną powinna być wbudowana klauzula sumienia, która należy do praw człowieka. Powinna obowiązywać również urzędnika państwowego, który jest, jak każdy obywatel, osobą ludzką. Państwo musi ponadto respektować krytykę. Na tym polega prawdziwa laickość. Nie można lekceważyć argumentów katolików, odpowiadając im "Mówisz jak ksiądz".


Niewielkiej części wywiadu, ściśle poświęconej sprawom Francji, nie będę ani przytaczał, ani komentował; zawiera ona bowiem sporo nazwisk i szczegółów, mogących zainteresować wyłącznie Francuzów i specjalistów. Wspomnę tylko, że papież ze śmiechem wspomniał Francję "jako córę Kościoła - pierworodną, ale niekoniecznie wierną". Dodał, że dzisiejsza Francja stanowi peryferium, wymagające ewangelizacji. Poruszył również sprawę swojej przyszłej podróży do Francji, wymieniając jako jedno z miast do odwiedzenia Marsylię i nazywając ją "drzwiami otwartymi na świat" (W istocie, w konsekwencji tego "otwarcia", Marsylia jest najbardziej niebezpiecznym miastem we Francji, o szczególnie wysokim poziomie bandytyzmu i handlu narkotykami – przyp. R.).




Oto ciąg dalszy wywiadu:


La Croix :

Kościół francuski przeżywa ostry kryzys powołań. Jak Kościół ma sprawować swoją misję z tak małą liczbą księży?


Papież Franciszek:

Ciekawy przykład historyczny stanowi w tej kwestii Korea. Kraj ten był ewangelizowany przez chińskich misjonarzy, którzy powrócili do siebie. Następnie, przez dwa wieki, Korea była ewangelizowana przez osoby świeckie. Korea, ziemia świętych i męczenników, posiada dzisiaj Kościół mocny. Do ewangelizacji księża nie są więc konieczni. Chrzest daje ewangelizacji siłę. Otrzymany przy chrzcie Duch Święty zachęca człowieka do ruszenia w drogę i niesienia chrześcijańskiego przekazu z odwagą i cierpliwością.



To Duch Święty jest inicjatorem i motorem akcji Kościoła. Zbyt mało chrześcijan zdaje sobie z tego sprawę. Dla odmiany, niebepieczeństwem dla Kościoła jest klerykalizm. Jest to grzech, do którego potrzeba dwóch stron, coś jak do tanga. Księża chcą klerykalizować świeckich, a świeccy, w poszukiwaniu łatwizny, pragną być klerykalizowani. W Buenos Aires znałem wielu poczciwych proboszczów, którzy na widok zdolnego świeckiego, wołali "Zróbmy z niego diakona!". Tymczasem - nie, trzeba go zostawić w stanie świeckim. Zagadnienie klerykalizmu jest szczególnie ważne w Ameryce Łacińskiej. Jeśli pobożność ludowa jest tam silna, to dlatego, że stanowi ona naturalną, nieklerykalną inicjatywę świeckich. Księża nie potrafią tego zrozumieć.


Mój komentarz: 
 

"To Duch Święty jest inicjatorem i motorem akcji Kościoła" – powiada papież. Czy aby wszystkich akcji? Przerażony Paweł VI wołał: "Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę, wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana" i chciałoby się zapytać, co w posoborowych dziejach Kościoła było i jest dziełem Ducha Świętego, a co owocem "dymów szatańskich".




* * *




La Croix :

Kościół we Francji, a szczególnie w Lyonie, jest ostatnio ostro atakowany w związku z dawnymi aktami pedofilii. Jak Kościół powinien na to reagować?


Papież Franciszek:

Nie jest rzeczą łatwą osądzać wydarzenia zaszłe dziesiątki lat wcześniej i w innym kontekście. Ówczesna rzeczywistość nie zawsze jest dla nas przejrzysta. Ale w Kościole nie powinno być w tej sprawie przedawnienia. Przez swój występek kapłan niszczy dziecko, podczas gdy jego powołaniem jest prowadzenie tego dziecka do Boga. Taki kapłan sieje zło, urazy i cierpienie. Tak jak to stwierdził Benedykt XVI, tolerancja w tej sprawie powinna być równa zeru. Z tego, co wiem, kardynał Barbarin przedsięwziął w Lyonie wszystkie konieczne środki. Jest to misjonarz odważny i kreatywny. Pozostaje teraz czekać na wynik postępowania przed sądami cywilnymi.


La Croix :

Zatem kardynał Barbarin nie powinien podawać się do dymisji?


Papież Franciszek:

Nie. Byłby to bezsens i nieostrożność. Zobaczymy, jakie będą konkluzje procesu cywilnego. Dzisiaj byłoby to aktem przyznania się do winy.


Mój komentarz: 
 

Znakomita postawa papieża.

Posługując się wykopaliskami z Lyonu, gadzinowe (a więc prawie wszystkie) publiczne media francuskie wznowiły ostrą kampanię antykościelną. Nagle, dziwnie równocześnie, paru osobników przypomniało sobie, że kilkadziesiąt lat temu było przedmiotem swawolnych poczynań ze strony księdza. Tajemnica musiała być dla nich tak ciężka do niesienia, że trzeba było lat, aby osiągnęli zdolności wykrztuśne, tyłem lub przodem do kamery. Kardynał Barbarin objął stanowisko prymasa i arcybiskupa Lyonu w roku 2002, grubo po wydarzeniach. Łatwo zgadnąć, że musiał się ciężko narazić obozowi postępu i kręgom LGBT, kiedy wielokrotnie brał udział w demonstracjach w obronie życia i przeciw aborcji, a ponadto – szczyt wszystkiego – kiedy jako jeden z nielicznych francuskich hierarchów brał udział w ulicznej demonstracji przeciwko "małżeństwom" homoseksualnym.

Pedofilia w Kościele Katolickim ma mniejszy wymiar niż na przykład pedofilia i pederastia wśród rabinów czy w środowiskach świeckich (zatem również wśród dziennikarzy i polityków), ale też prawda nie wydaje się być królową cnót dziennikarskich.






Lefebvryści


La Croix :

W kwietniu przyjął pan biskupa Bernarda Fellay'a, przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X. Czy powrót lefebvrystów do Kościoła jest od nowa rozważany?


Papież Franciszek:

W Bueons Aires zawsze z nimi rozmawiałem. Byłem przez nich pozdrawiany i na klęczkach proszony o błogosławieństwo. Uważali się za katolików. Kochali Kościół. Biskup Fellay jest człowiekiem, z którym dialog jest możliwy. Nie jest to cechą kilku innych postaci, co nieco dziwnych jak biskup Williamson, albo tych, którzy się zradykalizowali. Zgodnie z moją formułą z czasów argentyńskich, wciąż uważam, że lefebvryści są katolikami w drodze do pełnego zjednoczenia. W czasie aktualnego Roku Miłosierdzia, doszedłem do przekonania, że powinienem upoważnić ich spowiedników do wybaczania grzechu aborcji. Za ten gest mi podziękowali. Przede mną, Benedykt XVI, którego oni obdarzają wielkim szacunkiem, zliberalizował mszę według rytu trydenckiego. Dialog jest udany i robimy dobrą robotę.


Mój komentarz: 
 

Czy papież Franciszek nie jest w stosunku do Tradycji zbyt łaskawy? "Msza trydencka", czyli Msza Święta w tradycyjnym (klasycznym) rycie rzymskim, a, jak ją nazwał św. Pius V, Msza Święta Wszechczasów, została wprowadzona jako jednolity obrzęd Mszy dla całego Kościoła rzymskiego na polecenie Soboru Trydenckiego z lat 1545-1563 (patrz Msza Trydencka).
 

Niech Czytelnik nastawi teraz uszu: Sobór Watykański II potwierdził po długich dyskusjach teologiczną zasadę utrzymania języka łacińskiego w obrządku rzymskim i dopuścił język narodowy jedynie w sensie wyjątku od ogólnej zasady.

W wyniku działań "wpływowych grup" doszło następnie do szalbierstwa – otóż "ta zasada została natychmiast praktycznie odrzucona przez dokonaną reformę, gdyż wyjątek stał się regułą" (ponownie Msza Trydencka).

Może to zabrzmi jadowicie, ale wrodzony pesymizm szepce mi do ucha, że posoborowi papieże w niedługim czasie wykanonizują się nawzajem do ostatniego, podczas gdy z Watykanu snuje się dym apostazji, ze szczególną gęstością wokół zalecanej rezygnacji z nawracania żydów. A przecież On ich nawracał i tę misję powierzył swojemu Kościołowi w słowach: "idźcie i nawracajcie wszystkie narody". Wszystkie!



La Croix :

Czy jest pan gotów przyznać lefebvrystom status prałatury personalnej?


Papież Franciszek:

Nie można tego wykluczyć, ale trzeba uprzednio zawrzeć z nimi umowę natury fundamentalnej. Sobór Watykański II ma swoją wartość. Posuwamy się powoli, z cierpliwością.




Synod w sprawie Rodziny



La Croix :

Zwołał pan dwa synody w sprawie Rodziny. Czy w pańskiej opinii, ten długi proces odmienił Kościół?


Papież Franciszek:

Ten proces zaczął się w lutym 2014 od konsystorza, z inicjatywy kardynała Kaspera, i trwał - poprzez Synod nadzwyczajny w październiku i późniejszy rok refleksji – aż do Synodu zwyczajnego. Sądzę, że wszyscy wyszliśmy z tego procesu odmienieni. Ja również. (…) Nie da się znaleźć szczegółowych zaleceń kanonicznych w kwestiach, co wolno i co powinno się zrobić, a co nie. W odniesieniu do takich problemów jak piękno miłości, wychowywanie dzieci czy przygotowanie do małżeństwa, wszelkie refleksje powinny być prowadzone w nastroju pogodnym i mieć charakter pokojowy. Powinno się położyć nacisk na odpowiedzialność, a ta powinna znaleźć oparcie w wytycznych, kierowanych do świeckich przez Radę Papieską.



Ogólnie rzecz biorąc, powinniśmy zastanowić się nad prawdziwą synodalnością katolicką. Biskupi są cum Pietro, sub Pietro, czyli "z papieżem i pod papieżem". W tym różnimy się od synodalności ortodoksyjnej i greko-katolickiej, w której patriarcha dysponuje jednym głosem. Sobór Watykański II podał ideał wspólnoty synodalnej i episkopalnej. Trzeba go wzmocnić również na poziomie parafialnym, na którym wiele pozostaje do zrobienia. Są parafie, w których nie ma ani rady duszpasterskiej, ani rady ekonomicznej, podczas gdy prawo kanoniczne je do tego zobowiązuje. W tym także zawiera się synodalność.


Mój komentarz: 
 

W tym ostatnim punkcie, prowadzący wywiad Goubert i Maillard mieli zapewne nadzieję na odpowiedź mniej okrągłą. Podziały na Synodzie były niesłychanie głębokie i doszło prawie do buntu biskupów w takich kwestiach, jak komunia dla ludzi rozwiedzionych i sakrament małżenstwa dla homoseksualistów. Moim zdaniem, oba tematy zostały przez postępowych hierarchów zgłoszone w duecie, tak aby w cieniu słusznego mógł się prześliznąć temat skandaliczny. Nie można jednak wykluczyć, że ten drugi, paskudny, zaistniał wyłącznie po to, aby pierwszy mógł pozostać na placu boju i wywołać powszechne westchnienia ulgi, że w chrześcijaństwie jeszcze nie nadszedł czas Sodomy.





Na koniec…











O Franciszku mówi się we Francji "Papież sprzeczności" (Le Pape des contraires). Z jednej strony, Franciszek zdążył już, pytany o homoseksualistów, żachnąć się "a kim ja jestem, żeby sądzić?", a z drugiej - uznał wyższość sumienia nad literą. Nie mieści się w żadnym pudełku. Mam wrażenie, że papież Franciszek otwiera drzwi do jakiejś nowej chrześcijańskiej rzeczywistości, ale (jeśli przypadkiem nie bierze udziału w czymś bardzo niepokojącym), jest tak "niepozbierany", że przekraczając te otwarte drzwi, może rozwalić futrynę, a potem szczerze się zdziwić, że na idących za nim zwaliło się sklepienie, a reszta orszaku uciekła z krzykiem we wszystkich możliwych kierunkach.






5 marca 2016

Halal i koszer, czyli jak mordować zwierzęta i psuć własne zdrowie

 

Ostrzegam - w tym artykule będę wyrzucał z siebie furię i wylewał pogardę. Skąd furia, zaraz się okaże, ale od razu chcę wskazać obiekt pogardy. A leje się ona, ta moja maxima pogarda, na łby polityków (posłów, osłów, szabesgojów i islamofili), którzy od nowa zalegalizowali w Polsce produkcję i gescheft mięsa halal i koszer. Był nie tak dawno moment, kiedy zakazano ohydnej formy mordowania zwierząt, ale potomkowie tych, którzy wsławili się "za Gierka" dosypywaniem Cypiska do mleka, tak pilnie zadbali o powrót nieludzkiego procederu, że niech się cieszą ich matki, że nie ma na nie rynkowego zapotrzebowania.



Nie jestem wegeterianinem, ani nie czuję się stuknięty na punkcie uczłowieczania zwierząt. Kiedy jednak pomyślę, że to, co dane będzie Czytelnikowi za chwilę zobaczyć, podpiera archaiczne tabu i wierzenia, mające - według różnych starszych i młodszych "braci w wierze" - podpierać świadomość ich odrębności etnicznej i religijnej, to mam ochotę dać im po włochatych łapach, a chłopskim ugrupowaniom polityczno-gospodarczym - po dupie (lepiej by się zajęli lobbowaniem na rzecz naprawy stosunków gospodarczych z Rosją i odbudowy eksportu mięsa i jabłek do tego wielkiego kraju).

Schluss! Dodam tylko, że od dawna nie mogę już patrzeć na zadowolone z siebie gęby przywódców niezmordowanego "koalicjanta", który smaruje sobie zadek miodem i kładzie się to na wznak, to na brzuchu, w zależności od żywiciela. Myślę, że wielu uczciwych rolników podziela moje podejście, zwłaszcza od kiedy Wielki Elektryk haniebnie wysługiwał się Pierwszym Strażakiem w egzekucji rządu Olszewskiego.

Nim wrócę do źródła furii, przypomnę*, a najmłodszym wyłożę, co to jest halal..
Na stronie "Polskie mięso" można znaleźć, co następuje:
HALAL – (arab. „to, co dozwolone”) według prawa muzułmańskiego dozwolone przedmioty, czyny, osoby, przede wszystkim żywność (mięso h. pochodzi z uboju rytualnego, w którego trakcie zwierzę musi się całkowicie wykrwawić); w judaizmie odpowiednikiem halal jest koszer.

Zasady uboju halal:
  • zwierzę podczas uboju powinno być zwrócone głową na północny wschód, kierunek modlitwy muzułmańskiej KABA
  • podczas uboju (przecinania gardła) należy wypowiedzieć słowa: BISMILLAHI ARRACHMANI ARRACHIM oraz ALLAH AKBAR
  • ubój prowadzi oraz nadzoruje osoba wyznania muzułmańskiego
  • zwierzę przed ubojem powinno być żywe ( okazywać oznaki życia)
  • narzędzie służące do uboju powinno być ostre (nóż, kosa, itp.)
  • zwierzę powinno być zarżnięte jednym szybkim cięciem
  • krew z ubitego zwierzęcia musi spłynąć do końca
Do tej pory ogólniki i sama łagodność. Dorzućmy coś do ognia:
Ostatni raport naukowy francuskiego INRA (Instytut Naukowy Rolnictwa) wykazuje, że po poderżnięciu gardła wykrwawiane zwierzę potrafi zachowywać świadomość i zdolność odczuwania bólu do 14 minut (wciąż funkcjonują - szpik kostny oraz żyły i tętnice irygujące mózg).

Teraz Czytelnik jest przygotowany do wysłuchania wykładu francuskiego lekarza weterynarii, dr. Alain'a de Peretti (6 min). 
Jeśli Czytelnikowi nie jest dane mówić językiem Moliera, niech obejrzy wideo. 
Do końca, cierpliwie i bez przeskoków - sedno sprawy objawia się co chwila w formie scen ilustrujących tekst (na koniec zamieszczę zwięzłe résumé).

Dzieci oddalone, skłonne do omdleń niewiasty na kanapie? 
Uwaga, pojawią się ohydne widoki i będzie mowa o niebezpieczeństwach dla zdrowia amatorów i ofiar dzikich praktyk.

Czas kliknąć w link:  Connaître le Halal : LE DANGER SANITAIRE (Poznaj halal: niebezpieczeństwo sanitarne)

Alain de Peretti










Dr Alain de Peretti, powiedział kolejno:
  • Generalnie rzecz biorąc, ubój przemysłowy zwierząt w rytuale halal odbywa się w formie nielegalnej (głowa zwierzęcia jest prawie odcięta od tułowia, podczas gdy przełyk i tchawica powinny zostać nietknięte w trakcie wykrwawiania).
  • W uboju "europejskim" zwierzę jest ogłuszane, a wykrwawianie o wiele dokładniejsze (w halal zwierzę jest przerażone, a stress wywołuje zatrzymanie krwi).
  • Unieruchomione, wciąż świadome zwierzę, z głową odciętą aż po kręgi szyjne, szarpie się i wypróżnia jednocześnie z moczu, kału i krwi. W ten sposób cała klatka jest zalana powyższą mieszanką.
  • W procesie przemysłowym niemożliwe jest zatrzymywanie taśmy po każdym zabójstwie i czyszczenie klatki.
  • Kolejne umierające zwierzę gwałtownie oddycha atmosferą klatki i wciąga do organizmu, a więc i do krwi, wszystko, czym chata bogata, zakażając mięso.
  • Bilans jest przerażający i oznacza absolutny regres sanitarny, wprost cofnięcie się o epokę.
  • Począwszy od trzeciej minuty można zobaczyć, jak wygląda sytuacja przy uboju klasycznym, ze zwierzęciem nieświadomym i wykrwawiającym się przez dwa małe nacięcia. Jest to proces sanitarnie czysty, połączony z jednoczesnym podwiązaniem przełyku, tak aby treść żołądkowa nie mieszała się z odprowadzaną krwią.
  • Ze względów ekonomicznych i organizacyjnych (aby nie dublować "taśm produkcyjnych") ok. 60 proc. całego uboju we Francji dokonuje się obecnie w technice halal. W tej sytuacji ryzyko zdrowotne dla konsumenta, niekoniecznie muzułmańskiego, jest niesłychanie wysokie. Stwierdza się silny wzrost przypadków zakażenia mięsa pałeczkami okrężnicy (bakteriami E. coli) i coraz więcej zatruć grupowych. Prawdziwy, wielki skandal sanitarny dopiero nadejdzie. Na razie supermarkety na własną rękę przeprowadzają testy i wielkie ilości mięsa, zwłaszcza mięsa mielonego, idą na śmietnik.

Escherichia coli, miss przewodu pokarmowego i mięsa halal

Jeśli ktoś uważa, że naszej chrześcijańskiej cywilizacji brakuje przedstawionych w artykule orientalnych perwersji, niech powiesi sobie na ścianie portrety Angeli Merkel i… strach mówić, dwóch bardzo ważnych ludzi w białych jarmułkach (jeden całował Koran, a drugi nieustannie poucza).

Niech ze scenami z wideo zasypiają wszyscy zwolennicy imigracji islamskiej do Europy i ci nasi mężowie stanu, którzy zdzierają gardła za wprowadzeniem do Unii Europejskiej Turcji, z jej 80 milionami amatorów mięsa halal. I niech przygotują swoje córki i wnuczki na prawo szariatu, a talerze na opisane mięsko.
Co do smakoszów kuchni koszer, to mamy ich już dużo i od dawna.


___________________________________________
 
* Patrz również:


(2) Czy kot koszerny jest czy trefny? (tekst tylko z pozoru żartobliwy)


27 lutego 2016

Tak od rana płynie Sekwana (19)


"Naukowcy francuscy" w sprawie "naukowca polsko-amerykańskiego"



Kto lubi jadowite teksty w sosie sacharynowym, może zerknąć do onetowej informacji pt. "Apel francuskich naukowców do prezydenta Andrzeja Dudy ws.Grossa". Chodzi o list, wysłany przez pewną liczbę "pracowników francuskich uczelni" na adres prezydenta Andrzeja Dudy. 
Natychmiast wyznam,  że gdyby mi ktoś z tym  wypracowaniem  przylazł do  domu,  skwitowałbym je krótkim "Won!" i wskazał schody. Mógłbym sobie na ten męski gest pozwolić, ponieważ nie jestem politykiem, a w szczególności prezydentem, który musi podawać rękę różnym typom, bez możliwości natychmiastowego przeliczenia palców i wyszorowania łapy do łokcia.


I. Jak uczynić francuski tekst strawnym dla klienta (sztuka tłumaczenia)


Oryginał (lewicowy Le Monde):

"Przez swoje studia nad Zagładą i nad zachowaniami «polskich sąsiadów» mordujących Żydów, przez swoje książki i wystąpienia, Gross wniósł rozstrzygający wkład do krytycznego spojrzenia Polaków na swoją przeszłość."

(Par ses recherches sur la Shoah et le comportement assassin de « voisins polonais » à l’égard des juifs, par ses livres et ses interventions, Gross a apporté une contribution décisive au retour lucide de la Pologne sur son passé.)

Onet:
"Dzięki swoim badaniom nad Zagładą i nad aktami przemocy polskich »sąsiadów« wobec Żydów, dzięki swym książkom i wystąpieniom Jan T. Gross wniósł zasadniczy wkład do krytycznego spojrzenia Polaków na swoją przeszłość."




II. Lekcja historycznej mądrości i politycznego savoir-vivre'u, 
 czyli na którym prezydencie powinien się Andrzej Duda wzorować

W dalszej części listu "francuscy naukowcy" powołują się na zgodne z wnioskami Grossa badania, prowadzone  przez IPN  w latach 2001-2002, oraz na najwyższe polskie władze, uznające odpowiedzialność Polaków za mordowanie Żydów  podczas  niemieckiej okupacji i proszące w związku z tym o wybaczenie.

We fragmencie bezpośrednio wzywającym prezydenta Dudę do rezygnacji z  nadawania sprawie  dalszego ciągu, autorzy listu piszą:
"Tak jak w r. 2001 ówczesny polski prezydent [Aleksander Kwaśniewski] w Jedwabnem, tak i my wierzymy, że nie można być dumnym ze wspaniałej polskiej historii, jeśli się nie odczuje jednocześnie bólu i wstydu za zło wyrządzone innym przez Polaków."

Nikt we Francji, jeśli nie liczyć najpilniejszych czytelników Le Monde'a i wąskiego grona jajogłowych, uprawiających holokaustowe poletko, nie ma pojęcia, że  jakiś Gross istnieje i że ktoś w imieniu Polaków  przepraszał  za cokolwiek z czasu II wojny światowej.   
Jeśli w tej sytuacji Onet pozwolił sobie na tytuł "Apel francuskich naukowców do prezydenta Andrzeja Dudy ws. Grossa", to jutro nie wzniosę oczu do nieba na widok onetowej publikacji "Donald Trump bardziej boi się Ryszarda Petru niż Hillary Clinton" albo "Ile Gazeta Wyborcza zapłaciła za New York Times'a?".


III. Klucz (kluczyk) do sprawy

Bez komentarza powierzę czytelnikowi klucz w postaci listy autorów wystąpienia. Onet nie podał jej, jak myślę, z dwóch powodów, z których pierwszy jest łatwy do odgadnięcia przed lekturą listy, a drugi - po jej zakończeniu.

Annette Becker, historienne, université Paris Ouest Nanterre
Delphine Bechtel, historienne, Paris IV
Pierre Birnbaum, université Paris I
Alain Blum, démographe, EHESS
Philippe Boukara, historien, Collège des Bernardins, Amitiés judéo-chrétiennes de France
Johann Chapoutot, historien, université de Paris III
Catherine Coquio, littérature comparée, université de Paris VII
Françoise Daucé, historienne, EHESS
Anny Dayan-Rosenman, littérature de la Shoah, université de Paris VII
Marc Elie, historien, CNRS
Jeanne Favret-Saada, anthropologue, écrivain
Guillaume Garner, historien, ENS Lyon
Sylvie-Anne Goldberg, historienne, EHESS
Catherine Gousseff, historienne, CNRS
Agnieszka Grudzinska, littérature polonaise, université de Paris IV
Christian Ingrao, historien, CNRS
Ljuba Jurgenson, littérature russe, université de Pairs IV
Charles Kecskemeti, archiviste
Audrey Kichelewski, historienne, université de Strasbourg
Emilia Koustova, historienne, université de Strasbourg
Sabina Loriga, historienne, EHESS
Judith Lyon-Caen, histoire littéraire, EHESS
Philippe Mesnard, littérature comparée, Université de Clermont-Ferrand
Catherine Maurer, historienne, université de Strasbourg
Georges Mink, politiste, CNRS
Alban Perrin, historien, IEP Bordeaux
Jean-Yves Potel, politiste, université Paris VIII
Hélène Puiseux, historienne, EPHE
Richard Prasquier, président d’honneur du CRIF
Olivier Reboul, historien, conservatoire national supérieur de musique de Paris
Amandine Regamey, littérature russe, université Paris I
Jacques Revel, historien, EHESS
Régine Robin, écrivaine
Henry Rousso, historien, CNRS
Danielle Rozenberg, politiste, CNRS
Izio Rozenman, président de l’association pour un judaïsme humaniste et laïc
Gilles Rozier, écrivain, éditeur
Anne Saada, historienne, ENS-CNRS
Jean-Frédéric Schaub, historien, EHESS
Jacques Sémelin, historien, CNRS-Sciences Po Paris
Malgorzata Smorag-Goldberg, littérature polonaise, université Paris IV
Jean-Charles Szurek, sociologue, CNRS
Daniel Tollet, historien, société des Etudes juives
Cécile Wajsbrot, écrivaine
Nicolas Werth, historien, CNRS
Annette Wieviorka, historienne, CNRS
Caire Zalc, historienne, CNRS
Larissa Zakharova, historienne, EHESS
Ewa Zarzycka-Berard, historienne, CNRS
Paul Zawadzki, politiste, université Paris I