Populizm jako koło ratunkowe dla tonącej demokracji?
Szok
dla rządu światowego,
masonerii, likwidatorów państw
narodowych oraz setek tysięcy
socjologów i najróżniejszych
"polityków społecznych",
kształconych na zamówienie.
Cóż to takiego populizm?
Kto
poszuka (i znajdzie) w onetowym PORTALU WIEDZY, zacznie krzyczeć
i poleci myć przerażone oczy. Stoi
tam, czarno na czerwonym, że populizm
to "forma
myśli politycznych i ruchów społecznych głosząca chwytliwe,
łatwo trafiające do przekonania hasła polityczne, ekonomiczne i
społeczne, mające na celu szybkie zjednanie poparcia społecznego i
zdobycie władzy",że "populizm
polega na schlebianiu określonym grupom",
że swoje niegodne środki opiera na
"manipulacji, przekłamaniach i
niedopowiedzeniach" i
że
potrzebuje do tego "środków
masowego przekazu lub wieców,
demonstracji
i protestów".
Taka
prezentacja populizmu była
dotychczas
pożyteczna
i wystarczająca – krętacz
polityczny, lokaj naukowy
i idiota
medialny z nich żył, a ufny
telewidz
głosował zgodnie z receptą i wyłaził na ulicę z zalecanym
transparentem.
Reasumując,
pierwsi trzej grzeszyli
myślą, mową i uczynkiem, a obywatel
–
poczciwością
i zaniedbaniem.
* * *
Nikogo
z francuskich krytyków literackich nie cenię bardziej od Joëla
Prieura, pisującego stale w prawicowym tygodniku Minute.
Kiedy więc w numerze 2814 odkryłem jego
artykuł pt. "Le
populisme pour sauver la démocratie",
porzuciłem
wszystkie zajęcia, aby
bez
straty czasu
dowiedzieć się o czym pisze Alain de Benoist w swojej najnowszej
książce "Le moment populiste - Droite-gauche,
c'est fini !" (Czas
populizmu - koniec prawicy i lewicy).
![]() |
Alain de Benoist (Nowa Prawica) |
Oto
jego (a
za nim moje)
obserwacje i wnioski:
I.
Nadeszły
czasy kompletnego kryzysu zaufania – nie ufamy już
nikomu i nie wierzymy w nic. W
każdej
krytycznej dla przyszłości świata sprawie, z
prawa i lewa słyszymy
formułę
Margaret Thatcher "Nie
ma alternatywy".
Możliwa
miałaby
być
tylko jedna wizja, jeden projekt i jeden kierunek: globalizacja.
Życie
cienkiej warstwy politycznych,
społecznych i ekonomicznych globalistów
byłoby tymczasem zdrowe i bogate, gdyby nie narastające pod
ich
nogami
trzęsienie
ziemi o
epicentrum niespodziewanie
rozległym.
Oto
pojawił się
populizm,
przy
czym jego
dawne
hasło
"wielcy eksploatują małych i trzeba temu położyć
kres" uległo ewolucji.
Konfuzja
globalistów
przeszła
w przerażenie i cała rodzina
padlinożerców,
żywiąca się ciałem i
duszą narodów,
przystąpiła
do zwalczania populizmu, jak
powiedziałby Mauras, "za
pomocą wszystkich środków, nawet legalnych".
Do
walki z "populizmem" włączyła się również
hierarchia Kościoła Polskiego, ale fakt ten w dalszych rozważaniach
pominę -
po
części dlatego, że zaskoczeniem to
on akurat
nie jest, a
do
obijania naszych
"najprzewielebniejszych" jakoś nie mam chwilowo
nastroju.
II.
Końcowi
wszelkiego
zaufania
towarzyszy pogarda
wobec ewolucji kulturalnej świata. Ewolucja
ta wydaje się nieodwracalna i nosi, według
autora,
nazwę "boboizacja" (boboïsation).
"Bobo"
to
w istocie grupa społeczna.
Nazwa
bobo
jest akronimem od słów bourgeois-bohème,
a socjolog Camille Peugny dał
temu
terminowi następującą definicję: "Bobo
jest osobą nieźle zarabiającą, raczej
wykształconą, silnie zainteresowaną życiem kulturalnym i
głosującą na lewicę".
Bobo
ma więc pretensje kulturalne, lubi pieniądze i głosuje na lewicę,
czyli aż
się prosi, aby
odnieść do niego sławne zawołanie Wiesława Gomułki "ni
pies, ni wydra, czyli coś na kształt świdra".
Alain de
Benoist boboizacji świata poświęca sporo uwagi.
Nową
"globalną"
klasę średnią charakteryzuje:
- swoboda podróżowania
- "turystyczny" angielski
- umiarkowana konsumpcja narkotyków
- planowanie rodziny
- nowa estetyka oparta na zacieraniu różnic między płciami i transseksualizmie
- humanizm zorientowany na III świat
- płytki multikulturalizm
- zastępowanie filizofii terapią grupową i rodzajem relatywistycznej gimnastyki w stosunkach międzyludzkich, przez co tradycyjny (i męczący) dialog sokratesowy przeradza się w paplaninę półinteligentów.
Na
marginesie, ktoś, kto starannie
przyjrzy się podanej sylwetce
bobo, będzie musiał unikać lapsusów
typu bobo → bonobo, małpy o obyczajach i właściwych
dla LGBT praktykach seksualnych,
stanowiących jakby ewolucyjny krok do przodu w świecie leniwych
postępowców.
Wszystko
zostało zrobione, aby rządy obywatelskie zostały zastąpione
przez kombinację odgórnego
zarządzania, niezależności rynków finansowych, nieomylności
ekspertów i sprawowania władzy przez sędziów.
Tymczasem, gdy
obywatel jest pozbawiony możliwości
rozliczania swoich przedstawicieli, system przeradza się w
oligarchię, a oligarchia odpowiada wyłącznie przed grupami interesu, które
ją utrzymują
przy życiu.
"Nowy"
populizm odrzuca zarówno oligarchiczną
wizję przyszłości
świata, jak i jego boboizację,
i jasne się staje, że rozwój tego
populizmu stanowi szansę historyczną, by nie rzec ostatnią szansę
na to, by obywatel odzyskał wpływ na swój los.
Nowa rola populizmu powinna zostać zauważona
i zrozumiana przez wszystkie ugrupowania
polityczne i to głównie dlatego, że w
krótkim czasie może doprowadzić
do anihilacji
wszystkich przyzwyczajonych do rządzenia
partii i wywołać
rekompozycję całej przestrzeni
politycznej.
W
swojej
książce de Benoist mówi o Francji, ale czy jego
obserwacje nie pasują do wszystkich rozwiniętych
krajów, a wśród nich i do Polski?
Jeśli nie
dzisiaj, to jutro...