La vraie éloquence consiste à dire tout ce qu’il faut, et à ne dire que ce qu’il faut. (La Rochefoucauld)
Prawdziwa elokwencja polega na tym, żeby powiedzieć wszystko co trzeba i nie więcej niż trzeba.



4 maja 2017

Panika wśród padlinożerców – oto populizm ratuje demokrację!





Populizm jako koło ratunkowe dla tonącej demokracji?
Szok dla rządu światowego, masonerii, likwidatorów państw narodowych oraz setek tysięcy socjologów i najróżniejszych "polityków społecznych", kształconych na zamówienie.













Cóż to takiego populizm?

Kto poszuka (i znajdzie) w onetowym PORTALU WIEDZY, zacznie krzyczeć i poleci myć przerażone oczy. Stoi tam, czarno na czerwonym, że populizm to "forma myśli politycznych i ruchów społecznych głosząca chwytliwe, łatwo trafiające do przekonania hasła polityczne, ekonomiczne i społeczne, mające na celu szybkie zjednanie poparcia społecznego i zdobycie władzy",że "populizm polega na schlebianiu określonym grupom", że swoje niegodne środki opiera na "manipulacji, przekłamaniach i niedopowiedzeniach" i że potrzebuje do tego "środków masowego przekazu lub wieców, demonstracji i protestów".

Taka prezentacja populizmu była dotychczas pożyteczna i wystarczająca – krętacz polityczny, lokaj naukowy i idiota medialny z nich żył, a ufny telewidz głosował zgodnie z receptą i wyłaził na ulicę z zalecanym transparentem.
Reasumując, pierwsi trzej grzeszyli myślą, mową i uczynkiem, a obywatel – poczciwością i zaniedbaniem.

* * *

Nikogo z francuskich krytyków literackich nie cenię bardziej od Joëla Prieura, pisującego stale w prawicowym tygodniku Minute. Kiedy więc w numerze 2814 odkryłem jego artykuł pt. "Le populisme pour sauver la démocratie", porzuciłem wszystkie zajęcia, aby bez straty czasu dowiedzieć się o czym pisze Alain de Benoist w swojej najnowszej książce "Le moment populiste - Droite-gauche, c'est fini !" (Czas populizmu - koniec prawicy i lewicy).

Alain de Benoist (Nowa Prawica)




Oto jego (a za nim moje) obserwacje i wnioski:

I.
Nadeszły czasy kompletnego kryzysu zaufania – nie ufamy już nikomu i nie wierzymy w nic. W każdej krytycznej dla przyszłości świata sprawie, z prawa i lewa słyszymy formułę Margaret Thatcher "Nie ma alternatywy". Możliwa miałaby być tylko jedna wizja, jeden projekt i jeden kierunek: globalizacja.

Życie cienkiej warstwy politycznych, społecznych i ekonomicznych globalistów byłoby tymczasem zdrowe i bogate, gdyby nie narastające pod ich nogami trzęsienie ziemi o epicentrum niespodziewanie rozległym. Oto pojawił się populizm, przy czym jego dawne hasło "wielcy eksploatują małych i trzeba temu położyć kres" uległo ewolucji.

Konfuzja globalistów przeszła w przerażenie i cała rodzina padlinożerców, żywiąca się ciałem i duszą narodów, przystąpiła do zwalczania populizmu, jak powiedziałby Mauras, "za pomocą wszystkich środków, nawet legalnych".

Do walki z "populizmem" włączyła się również hierarchia Kościoła Polskiego, ale fakt ten w dalszych rozważaniach pominę - po części dlatego, że zaskoczeniem to on akurat nie jest, a do obijania naszych "najprzewielebniejszych" jakoś nie mam chwilowo nastroju.

II.
Końcowi wszelkiego zaufania towarzyszy pogarda wobec ewolucji kulturalnej świata. Ewolucja ta wydaje się nieodwracalna i nosi, według autora, nazwę "boboizacja" (boboïsation).

"Bobo" to w istocie grupa społeczna. Nazwa bobo jest akronimem od słów bourgeois-bohème, a socjolog Camille Peugny dał temu terminowi następującą definicję: "Bobo jest osobą nieźle zarabiającą, raczej wykształconą, silnie zainteresowaną życiem kulturalnym i głosującą na lewicę".
Bobo ma więc pretensje kulturalne, lubi pieniądze i głosuje na lewicę, czyli aż się prosi, aby odnieść do niego sławne zawołanie Wiesława Gomułki "ni pies, ni wydra, czyli coś na kształt świdra".

Alain de Benoist boboizacji świata poświęca sporo uwagi.

Nową "globalną" klasę średnią charakteryzuje:
  • swoboda podróżowania
  • "turystyczny" angielski
  • umiarkowana konsumpcja narkotyków
  • planowanie rodziny
  • nowa estetyka oparta na zacieraniu różnic między płciami i transseksualizmie
  • humanizm zorientowany na III świat
  • płytki multikulturalizm
  • zastępowanie filizofii terapią grupową i rodzajem relatywistycznej gimnastyki w stosunkach międzyludzkich, przez co tradycyjny (i męczący) dialog sokratesowy przeradza się w paplaninę półinteligentów.


Na marginesie, ktoś, kto starannie przyjrzy się podanej sylwetce bobo, będzie musiał unikać lapsusów typu bobo → bonobo, małpy o obyczajach i właściwych dla LGBT praktykach seksualnych, stanowiących jakby ewolucyjny krok do przodu w świecie leniwych postępowców.

Wszystko zostało zrobione, aby rządy obywatelskie zostały zastąpione przez kombinację odgórnego zarządzania, niezależności rynków finansowych, nieomylności ekspertów i sprawowania władzy przez sędziów. 
Tymczasem, gdy obywatel jest pozbawiony możliwości rozliczania swoich przedstawicieli, system przeradza się w oligarchię, a oligarchia odpowiada wyłącznie przed grupami interesu, które ją utrzymują przy życiu.

"Nowy" populizm odrzuca zarówno oligarchiczną wizję przyszłości świata, jak i jego boboizację, i jasne się staje, że rozwój tego populizmu stanowi szansę historyczną, by nie rzec ostatnią szansę na to, by obywatel odzyskał wpływ na swój los.

Nowa rola populizmu powinna zostać zauważona i zrozumiana przez wszystkie ugrupowania polityczne i to głównie dlatego, że w krótkim czasie może doprowadzić do anihilacji wszystkich przyzwyczajonych do rządzenia partii i wywołać rekompozycję całej przestrzeni politycznej.

W swojej książce de Benoist mówi o Francji, ale czy jego obserwacje nie pasują do wszystkich rozwiniętych krajów, a wśród nich i do Polski? 
Jeśli nie dzisiaj, to jutro...



22 listopada 2016

Świat w 3De: Demoralizacja, Dezintegracja, Dekompozycja (7)




Żaba się budzi


W ostatnim z cyklu, szóstym odcinku 3De, pisałem o metodzie "Podgrzewania żaby". Ta charakterystyczna dla rządu światowego procedura pozwala przenieść człowieka do stanu "Nowego Człowieka" w taki sposób, że człowiek pozostaje nieświadomy i nie wierzga.

W procesie podgrzewania występują naturalnie co najmniej dwie strony - podgrzewany i podgrzewający.
Kim jest podgrzewający w kontekście 3De?





Wypada przypomnieć, co już w 1925 r. w swoim filozoficznym delirium pisał Richard Nikolaus de Coudenhove-Kalergi, jeden z ojców Unii Europejskiej, późniejszy autor pomyslu na unijny hymn i godło., Człowiek przyszłości miał być według niego metysem, a utworzonej z mieszańców, euroazjatycko-negroidalnej masie powinni przewodzić socjaliści żydowscy, jako jedyni do tego zdolni. Układ "europejskich ludzi ilości" i "żydowskich ludzi jakości" powinien wyzwolić ludzkość od niesprawiedliwości i gwałtu, a "świat pozbawiony grzechu miałby się przemienić w raj ziemski".

Plany bękartów po Adamie Weishaupcie, Coudenhove-Kalergi, Józefie Rettingerze i innych im podobnych, dadzą się ująć w następującym skrócie:
Granice znikną, patrioci popły rzekami, a obowiązkowej tolerancji na każde zboczenie i wszelką różnorodność (diversity) będzie zobowiązana sprzyjać wiara w jednego uniwersalnego Boga o tak wysokim natężeniu Miłosierdzia, że wojny, powodzie, trzęsienia ziemi i epidemie wydadzą się nieporozumieniem.
Historia będzie się zaczynała od Rewolucji Francuskiej, polityczna poprawność przeważy nad matematyką, miłość uniezależni się od płci, państwa (z wyjątkiem Wielkiego Izraela) zanikną, przedsiębiorstwami będą kierować kobiety, a wszyscy ludzie zostaną braćmi (z wyjątkiem starszych braci, którzy będą się bratać wyłącznie we własnym środowisku).
Zamiast chichotać, proszę się przyjrzeć Unii Europejskiej, obowiązującej tolerancji, polityce imigracyjnej pod hasłem "Wielka Podmiana", forsowaniu nauczania gender w szkołach i przedszkolach, małżeństwom "wszystkiego ze wszystkim", tępieniu postaw narodowych, genezie i aktom "posoborowia" w Kościele Katolickim etc.

Lucyfer, który więcej czy mniej dyskretnie przewodniczy posiedzeniom rządu światowego, niecierpliwił się od początku, ale teraz zaczyna panikować i widać, jak wokół rogów łysieje. Układanka zaczyna mu się walić. Oto człowiek zaczyna sobie przypominać, że został wyposażony w wolną wolę i coraz bezczelniej zaczyna wyrażać wątpliwości w stosunku do systemu edukacyjnego i ostro chamiejącej telewizorni, od lat jednoczącej rolę mediów i rozrywki. Bierze się to między innymi z faktu istnienia internetu, który oprócz ułatwiania masowego dostępu do pornografii, umożliwia dostęp do skrywanej przez rząd światowy informacji i blogów oraz forów, doprowadzających do rozpaczy wyspecjalizowane komórki. Nacisk władz na służby jest w tej materii tak silny, że walka z wiedzą, przytomnością umysłu, uczciwością i odwagą internautów (z "rewizjonizmem, hejtem, antysemityzmem, rasizmem i homofobią") zaczyna zabierać tym służbom i podręcznym szabesgojom tyle czasu, że coraz mniej energii pozostaje im na walkę z terroryzmem.

Tak czy inaczej, teraz, kiedy ludzie zaczęli tracić nadzieję, coś się nagle zaczęło dziać. Tak, jakby zniecierpliwił się sam Pan Bóg i tupnął, a ludzkie mrowiska odpowiedziały wrzeniem. Dowodzą tego wyniki wyborów w różnych miejscach na świecie, z wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych na czele.
Powraca korba i wypełnia się przysłowie "Przepędźcie co naturalne, a powróci galopem" (Chassez le naturel, il revient au galop albo Naturam expellas furca, tamen usque recurret).


Ciekawa jest w tym konktekście sytuacja we Francji.

Jeśli zważyć, że wszystkie narody od czasu do czasu masowo głupieją, to nie będzie z mojej strony najmniejszą próbą obrażenia tego pięknego kraju, kiedy pozwolę sobie zauważyć, że Francja, stawiając na socjalistów, najpierw zgłupiała w 1981 r., a potem, padając ofiarą właściwej wszystkim społeczeństwom krótkiej pamięci - ponownie w 2012.
Od tego czasu, najistotniejszą kwestią pozostawało dla mnie, kiedy François Hollande przypomni sobie o istnieniu czegoś takiego jak honor i zwyczajnie sobie pójdzie, zabierając ze sobą całą ekipę.

Dzisiaj francuski socjalizm zdycha jak wyrzucona na plażę stara ośmiornica. Tyle, że paru jej ramionom wydaje się, że kiedy ostatecznie odpadną od korpusu, uda im się dopełznąć do wody, odtworzyć resztę organów i dalej żerować na wszystkim co żyje, wciąż pod hasłami Liberté, Egalité, Fraternité, których sukcesu nikt nigdy nie widział.

Bestia wyciągnęła jednak wnioski z nauk Gramsciego, porzuciła Marksa, schowała bibułę sygnowaną "Trocki" i, po utracie proletariatu, rozpoczęła hodowlę proletariatu zastępczego w postaci kobiet i amatorów LGBT. Nie należy więc być pewnym, że któremuś kawałkowi nie uda się zrestaurować kolejnego wydania socjalizmu. Czy to jednak się ostatecznie powiedzie i kiedy po ekranach telewizyjnych zaczną się pętać osobnicy w tęczowych szalikach - zależy od jakości i odwagi prawicy. Temat to osobny i niezwykle obszerny.

Zamieszczę teraz kolejno trzy konterfekty, z których każdy, sam w sobie, oddaje istotną cząstkę prawdy o sfotografowanej postaci.

François Hollande
Portret prezydenta kraju poradzi sobie bez mojego komentarza. 
 

Christiane Taubira








Fotografię byłej minister sprawiedliwości, czarnej lady Christiane Taubira, skwituję przypomnieniem, że wykonała misję popsucia instytucji małżeństwa i dalszego nadpsucia rodziny i że, być może, długo trzeba będzie czekać na rząd i społeczeństwo, jednocześnie zdolne zlikwidować tę obrazę Boga, Natury i rozumu.
 

Marisol Touraine
Do pilnego napisania niniejszego artykułu skłoniła mnie jednak akcja ze strony ministerstwa zdrowia, które - jak sobie wyobrażam - wprost spocone z pośpiechu, stara się wyzwolić maksymalną liczbę dusz i sumień od resztek chrześcijańskich zasad i wszelkiego przywiązania do normalności. 
Trzeci konterfekt przedstawia więc francuską minister zdrowia, niejaką Marisol Touraine.

A poniżej ostatnie dzieło ministerstwa Mme Touraine: cztery plakaty, które będą eksponowane w najróżniejszych miejscach, w oficjalnej intencji ochrony przed zarażeniem organów i organizmów, należących do sodomitów i innych hobbystów w zakresie czystej rozpusty i nienormalności (*).




(Uwaga - autorzy nie zapomnieli o diversity)

W tej sprawie, francuski polityk stricto sensu prawicowy, Jean-Frédéric Poisson, prezydent partii chrześcijańskich demokratów, skierował do szefa rządu, Manuela Vallsa, petycję (podpisaną już przez ok. 40 tysięcy internautów).

Czy petycja odniesie skutek - w momencie, kiedy piszę te słowa, nie wiadomo. Co jest jednak ważne, to fakt, że spanikowany wróg człowieka "budzi żabę" i że to zjawisko wydaje się mieć charakter światowy.

Istnieje przy tym inny, bardzo poważny aspekt sprawy - oto raz jeszcze potwierdza się, że w taktyce 3De, tj. w "Demoralizacji, Dezintegracji i Dekompozycji", siły Zła nie znają granic (**).

Tym większe stoją przed porządnymi ludźmi wymagania.

R.


________________________________________________________

(*) Nie sprawdzałem, ale zakładam, że wciąż jeszcze dozwolone jest posiadanie osobistych poglądów w kwestii, co moralne i normalne jest, a co moralne i normalne nie jest.

(**) Chciałem napisać "nie znają poczucia przyzwoitości ani granic", ale skąd to "poczucie przyzwoitości" mogło mi w odniesieniu do "obozu postępu" przyjść do głowy?!




26 maja 2016

Papież Franciszek o świecie oraz myciu nóg i pozostałych misjach Kościoła


9 maja 2016 papież Franciszek udzielił wywiadu dwóm przedstawicielom La Croix, francuskiego kato-lewicowego dziennika, żyjącego Soborem Watykańskim II. Na lewo od La Croix, można znaleźć dwie dalsze oazy postępu w postaci Golias Hebdo i Golias Magazine (przy których La Croix, Tygodnik Powszechny i katolickie półki Gazety Wyborczej to esencja katolickości, nieledwie spod znaku Torquemady i autorów "Młota na czarownice").





Zgodnie z formułą wywiadu, Guillaume Goubert i Sébastien Maillard stawiali pytania, a papież odpowiadał. Tekst wywiadu można znaleźć na stronie internetowej La Croix pod adresem "EXCLUSIF Interview avec le pape François : l’intégralité".

Z mojej strony pozwolę sobie na przetłumaczenie tekstu wywiadu oraz kilka komentarzy, ostrożnych i możliwie wolnych od emocji.

Pora nadmienić, że w zwracaniu się do papieża, wysłannicy pisma ograniczają się do grzecznościowego zwrotu "vous", odpowiadającego polskiemu "proszę pana". Trzymają się więc z daleka od tradycyjnej etykiety i zwrotów w rodzaju "Ojcze Święty" albo "Wasza Świątobliwość". Umieszczam ich tym samym na jednym poziomie z rabinem Joskowiczem, który, grożąc Janowi Pawłowi II palcem, wsławił się tekstem "Proszę, aby pan papież dał wezwanie do swoich ludzi, by także ten ostatni krzyż wyprowadzili z tego obozu." Volenti non fit iniuria, więc pytań dziennikarzy świadomie z "pana papieża" nie odplamię.




Kwestia integracji migrantów



La Croix :

W pańskich wypowiedziach o Europie, wspomina pan "korzenie" kontynentu, nigdy nie kwalifikując ich jednak jako chrześcijańskie. Definiuje pan europejską tożsamość jako "dynamiczną i multikulturową". Czy według pana wyrażenie "korzenie chrześcijańskie" jest niestosowne?



Papież Franciszek:

Należy mówić o korzeniach w liczbie mnogiej, bo też jest ich wiele. W tym sensie, kiedy mówi się o korzeniach chrześcijańskich Europy, ich wydźwięku się lękam, bo może on być wyrazem triumfalizmu lub mściwości. A to podpada pod kolonializm. (...) Owszem, Europa ma korzenie chrześcijańskie i obowiązkiem chrześcijaństwa jest te korzenie podlewać, ale w duchu służby, w postaci obmywania nóg. Erich Przywara, wielki nauczyciel Romana Guardiniego i Hansa Ursa von Balthasara, tak nas poucza: "Wkład chrześcijństwa do każdej kultury jest wkładem Chrystusa myjącego nogi, to znaczy służby i ofiary życia". Nie powinien to być wkład o cechach kolonializmu.


Mój komentarz:


Ton jest dany. Tymczasem z Argentyny, a więc z pewnego oddalenia, powinno być lepiej widoczne, jaką rolę w historii chrześcijaństwa odegrała Europa (wraz z całym basenem Morza Śródziemnego - Mare Nostrum) i, z drugiej strony, co chrześcijaństwo Europie przyniosło. Zadaniem chrześcijan jest niesienie Ewangelii, który to proces nie ma w sobie nic z kolonializmu. Nie widać przy tym powodu, aby poprzedzały go zabiegi z zakresu higieny nóg i całowania pogan obu płci po stopach. Co do "ofiar z życia", to, statystycznie biorąc, współczesna osoba duchowna, zwłaszcza z wyższych kościelnych sfer, nie ryzykuje zbyt wiele w porównaniu do misjonarzy sprzed wieków.



* * *

La Croix :

16 kwietnia przywiózł pan ze sobą do Rzymu uchodźców z wyspy Lesbos. Był to gest o wielkiej wadze. Czy jednak Europa jest w stanie przyjąć wielką liczbę migrantów?


Papież Franciszek:

Pytanie słuszne i roztropne, bo nie można szeroko otwierać drzwi w sposób nieracjonalny. Prawdziwym jednak pytaniem jest, dlaczego jest dzisiaj tak wielu migrantów. U źródła problemu znajdują się wojny na Środkowym Wschodzie i w Afryce, oraz niski rozwój kontytentu afrykańskiego, prowokujący głód. Nie byłoby wojen bez producentów broni, a zwłaszcza handlarzy bronią. Nie byłoby bezrobocia, gdyby nie brak inwestycji. To wiąże się z szerszym zagadnieniem światowego systemu ekonomicznego, który popadł w idolatrię pieniądza. Ponad 80 procent wszystkich bogactw jest w rękach 16 procent światowej populacji. Prawdziwie wolny rynek nie funkcjonuje. Rynek jest rzeczą potrzebną, ale nie może się obejść bez wsparcia ze strony państwa, zdolnego kontrolować i harmonizować. Nazywa się to ekonomią socjalną rynku.



Ale wróćmy do migrantów. Najgorszym rozwiązaniem jest ich gettoizacja, podczas gdy powinni być integrowani. W Brukseli terrorystami byli Belgowie (dzieci migrantów) mieszkający w getcie. Nowy burmistrz Londynu, muzułmanin, złożył przysięgę w katedrze i zostanie przyjęty przez Królową. Widzimy, że Europa jest zdolna integrować. Przychodzi mi na myśl Grzegorz Wielki, papież z lat 590 – 604, który negocjował z barbarzyńcami, co zakończyło się ich integracją. Integracja jest tym bardziej ważna, że Europa wyludnia się na skutek egoistycznej pogoni za dobrobytem. Instaluje się w niej próżnia demograficzna.

Mój komentarz:
 

Tutaj papież Franciszek pozwala sobie na nonszalancję w tak ważnej dla Europy kwestii jak integracja nowoprzybyłych. Tak się składa, że integracja wymaga zgody obu stron. Gett nie tworzy kraj zapraszający, tylko przybysze i to oni sami nie chcą się poddać integracji, ani łagodnej, ani radykalnej. Z trzech głównych rodzajów integracji, asymilacji, "tygla narodów" i pluralizmu, nie sprawdził się żaden.

Asymilacji (przyjęcia kultury miejscowej) imigranci sobie po prostu nie życzą. Tzw. tygiel narodów, tj. integracja kulturowa różnych grup etnicznych, istnieje wyłącznie w publikacjach lewicujących socjologów i w rojeniach polityków, potulnych wobec rządu światowego. Co zaś się tyczy proroków pluralizmu, czyli "trwałego pokojowego współistnienia niezależnych i równouprawnionych grup etnicznych", to należałoby nimi tak długo potrząsać, aż skonstatują, że ich pluralizm zawsze kończy się ostatecznym zwycięstwem grupy najbardziej agresywnej i bogatej w kobiety o permanentnie ciężarnych brzuchach. Jeśli taką grupę animuje w dodatku nietolerancyjna religia, widząca w reszcie świata jedynie psy niewierne, to chrześcijanin nie będzie miał przed sobą wiele pociągających opcji - albo da się obrzezać i przyjmie islam, albo pogodzi się z pozycją obywatela drugiej kategorii i będzie płacił specjalny haracz za prawo do życia, albo wreszcie zdąży, z niepoderżniętym gardłem, uciec do Ameryki (pod rządami Donalda Trumpa).



* * *

La Croix :

Obawy przed imigracją biorą się z lęku przed islamem. Czy ten strach jest, pańskim zdaniem, uzasadniony?


Papież Franciszek:

Nie sądzę, żeby istniał dzisiaj strach przed islamem jako religią. Istnieje natomiast strach przed Daeszem i jego podbojami, znajdującymi częściowe uzasadnienie w islamie. Jest prawdą, że idea podboju wyrasta z samego ducha islamu. Ale podobnie, jak ten nakaz podboju, moglibyśmy interpretować Ewangelię według św. Mateusza, w której Jezus wysyła uczniów do wszystkich narodów.


Mój natychmiastowy komentarz: 
 

Ma się ochotę zapytać, na jakiej planecie jest położony hotel Świętej Marty i czy stoi w nim telewizor. Co się tyczy ostatniego zdania, to jest tajemnicą papieskiej logiki umieszczenie w jednej kategorii ewangelizacji i krwawego podboju ziem dawnego chrześcijańskiego Cesarstwa Rzymskiego.



Papież Franciszek (kontynuacja):

W obliczu aktualego terroryzmu islamskiego, wypadałoby się zastanowić nad metodami eksportu zachodniej demokracji do krajów rządzonych silną ręką. Na przykład do Iraku. Albo do Libii, z jej strukturą plemienną. Bez liczenia się z lokalną kulturą sprawowania władzy nic się nie da zrobić. Pewien Libijczyk tak to niedawno ujął: "Dawniej mieliśmy Kaddafiego, a teraz mamy pięćdziesięciu Kaddafich".


Mój natychmiastowy komentarz: 
 

Jak dotąd, analiza trzeźwa i ręce składają się do oklasków.



Papież Franciszek (kontynuacja):

W rzeczywistości koegzystencja chrześcijan i muzułmanów jest możliwa. Pochodzę z kraju, w którym jedni i drudzy współżyją w zgodzie. Muzułmanie adorują Marię Dziewicę i św. Jerzego. W jednym z krajów afrykańskich opowiadano mi, że dla uczczenia Jubileuszu Miłosierdzia, muzułmanie stali w długiej kolejce do katedry, aby móc przekroczyć świętą bramę i modlić się do Marii Dziewicy. W Republice Środkowoafrykańskiej, przed wojną, chrześcijanie i muzułmanie żyli razem i będą musieli nauczyć się tego od nowa. Także Liban pokazuje, że jest to możliwe.


Mój komentarz: 
 

Papież albo posługuje się przykładami krajów, w których pewna harmonia ustalała się przez wieki (Afryka), albo mówi o krajach, w których chrześcijaństwo było rozwinięte przed nadejściem islamu (Liban), albo wreszcie daje przykład Argentyny, w której muzułmanie są w ilości, nie wystarczającej do rozwinięcia zielonego sztandaru Proroka (patrz rozdział "Islam - modus operandi" w moim artykule "Całowanie Koranu? Znowu? Wciąż?", ze stycznia 2015).
Nie wspomina on natomiast ani słowem o sytuacji chrześcijan we wszystkich krajach islamskich Bliskiego i Środkowego Wschodu, z Turcją włącznie.





Państwo powinno być laickie



La Croix :

Pozycja islamu we Francji i jej historyczna katolickość są u źródła powracającej kwestii: jakie powinno być miejsce religii w przestrzeni publicznej. Jaka miałaby być, pańskim zdaniem, dobra świeckość?


Papież Franciszek:

Kraj powinien być świecki. Państwa wyznaniowe kończą marnie. Ustawiają się pod prąd Historii. Myślę, że laickość, wsparta solidnym prawem, gwarantującym wolność religijną, stwarza dobrą sytuację. Wszyscy jesteśmy równi jako dzieci Boga lub poprzez naszą osobistą godność. Ale jednocześnie każdy z nas powinien być wolny w uzewnętrznianiu swojej wiary. Jeśli muzułmanka chce nosić chustę, powinna mieć do tego prawo. Podobnie jest z katolikiem, pragnącym nie ukrywać krzyżyka. Powinno się móc wyznawać swoją wiarę nie poza kulturą, tylko w jej ramach. W tym sensie muszę się odnieść krytycznie do Francji, która w swojej laickości przesadza. Dzieje się to na skutek traktowania religii jako subkultury, a nie kultury w całej pełni. Obawiam się, że to podejście, które wydaje się być dziedzictwem Oświecenia, ma przed sobą dłuższy żywot. Francja powinna powoli, krok za krokiem, zmierzać w kierunku pogodzenia się z faktem, że otwartość na transcendencję jest prawem każdego człowieka.


Mój komentarz: 
 

A więc, według papieża, państwa wyznaniowe źle kończą. Żałuję, że dziennikarze nie poprosili papieża Franciszka o rozwinięcie tej obserwacji. Oprócz Watykanu, za kraje wyznaniowe uważa się Maltę, Monako, Liechtenstein, Grecję, Danię, Norwegię, Arabię Saudyjską, Iran i Izrael. Żaden z tych krajów nie wydaje się być w stanie upadku.


La Croix :

W jaki sposób, w państwie laickim, katolicy powinni bronić swoich przekonań w takich kwestiach społecznych, jak eutanazja czy małżeństwo osób tej samej płci?


Papież Franciszek:

W tych sprawach miejscem do dyskusji, argumentowania i przekonywania jest Parlament. Jest to droga, pozwalająca społeczeństwu się rozwijać. Od momentu, kiedy prawo jest przegłosowane, państwo powinno respektować ludzkie sumienia. W każdą strukturę prawną powinna być wbudowana klauzula sumienia, która należy do praw człowieka. Powinna obowiązywać również urzędnika państwowego, który jest, jak każdy obywatel, osobą ludzką. Państwo musi ponadto respektować krytykę. Na tym polega prawdziwa laickość. Nie można lekceważyć argumentów katolików, odpowiadając im "Mówisz jak ksiądz".


Niewielkiej części wywiadu, ściśle poświęconej sprawom Francji, nie będę ani przytaczał, ani komentował; zawiera ona bowiem sporo nazwisk i szczegółów, mogących zainteresować wyłącznie Francuzów i specjalistów. Wspomnę tylko, że papież ze śmiechem wspomniał Francję "jako córę Kościoła - pierworodną, ale niekoniecznie wierną". Dodał, że dzisiejsza Francja stanowi peryferium, wymagające ewangelizacji. Poruszył również sprawę swojej przyszłej podróży do Francji, wymieniając jako jedno z miast do odwiedzenia Marsylię i nazywając ją "drzwiami otwartymi na świat" (W istocie, w konsekwencji tego "otwarcia", Marsylia jest najbardziej niebezpiecznym miastem we Francji, o szczególnie wysokim poziomie bandytyzmu i handlu narkotykami – przyp. R.).




Oto ciąg dalszy wywiadu:


La Croix :

Kościół francuski przeżywa ostry kryzys powołań. Jak Kościół ma sprawować swoją misję z tak małą liczbą księży?


Papież Franciszek:

Ciekawy przykład historyczny stanowi w tej kwestii Korea. Kraj ten był ewangelizowany przez chińskich misjonarzy, którzy powrócili do siebie. Następnie, przez dwa wieki, Korea była ewangelizowana przez osoby świeckie. Korea, ziemia świętych i męczenników, posiada dzisiaj Kościół mocny. Do ewangelizacji księża nie są więc konieczni. Chrzest daje ewangelizacji siłę. Otrzymany przy chrzcie Duch Święty zachęca człowieka do ruszenia w drogę i niesienia chrześcijańskiego przekazu z odwagą i cierpliwością.



To Duch Święty jest inicjatorem i motorem akcji Kościoła. Zbyt mało chrześcijan zdaje sobie z tego sprawę. Dla odmiany, niebepieczeństwem dla Kościoła jest klerykalizm. Jest to grzech, do którego potrzeba dwóch stron, coś jak do tanga. Księża chcą klerykalizować świeckich, a świeccy, w poszukiwaniu łatwizny, pragną być klerykalizowani. W Buenos Aires znałem wielu poczciwych proboszczów, którzy na widok zdolnego świeckiego, wołali "Zróbmy z niego diakona!". Tymczasem - nie, trzeba go zostawić w stanie świeckim. Zagadnienie klerykalizmu jest szczególnie ważne w Ameryce Łacińskiej. Jeśli pobożność ludowa jest tam silna, to dlatego, że stanowi ona naturalną, nieklerykalną inicjatywę świeckich. Księża nie potrafią tego zrozumieć.


Mój komentarz: 
 

"To Duch Święty jest inicjatorem i motorem akcji Kościoła" – powiada papież. Czy aby wszystkich akcji? Przerażony Paweł VI wołał: "Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę, wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana" i chciałoby się zapytać, co w posoborowych dziejach Kościoła było i jest dziełem Ducha Świętego, a co owocem "dymów szatańskich".




* * *




La Croix :

Kościół we Francji, a szczególnie w Lyonie, jest ostatnio ostro atakowany w związku z dawnymi aktami pedofilii. Jak Kościół powinien na to reagować?


Papież Franciszek:

Nie jest rzeczą łatwą osądzać wydarzenia zaszłe dziesiątki lat wcześniej i w innym kontekście. Ówczesna rzeczywistość nie zawsze jest dla nas przejrzysta. Ale w Kościole nie powinno być w tej sprawie przedawnienia. Przez swój występek kapłan niszczy dziecko, podczas gdy jego powołaniem jest prowadzenie tego dziecka do Boga. Taki kapłan sieje zło, urazy i cierpienie. Tak jak to stwierdził Benedykt XVI, tolerancja w tej sprawie powinna być równa zeru. Z tego, co wiem, kardynał Barbarin przedsięwziął w Lyonie wszystkie konieczne środki. Jest to misjonarz odważny i kreatywny. Pozostaje teraz czekać na wynik postępowania przed sądami cywilnymi.


La Croix :

Zatem kardynał Barbarin nie powinien podawać się do dymisji?


Papież Franciszek:

Nie. Byłby to bezsens i nieostrożność. Zobaczymy, jakie będą konkluzje procesu cywilnego. Dzisiaj byłoby to aktem przyznania się do winy.


Mój komentarz: 
 

Znakomita postawa papieża.

Posługując się wykopaliskami z Lyonu, gadzinowe (a więc prawie wszystkie) publiczne media francuskie wznowiły ostrą kampanię antykościelną. Nagle, dziwnie równocześnie, paru osobników przypomniało sobie, że kilkadziesiąt lat temu było przedmiotem swawolnych poczynań ze strony księdza. Tajemnica musiała być dla nich tak ciężka do niesienia, że trzeba było lat, aby osiągnęli zdolności wykrztuśne, tyłem lub przodem do kamery. Kardynał Barbarin objął stanowisko prymasa i arcybiskupa Lyonu w roku 2002, grubo po wydarzeniach. Łatwo zgadnąć, że musiał się ciężko narazić obozowi postępu i kręgom LGBT, kiedy wielokrotnie brał udział w demonstracjach w obronie życia i przeciw aborcji, a ponadto – szczyt wszystkiego – kiedy jako jeden z nielicznych francuskich hierarchów brał udział w ulicznej demonstracji przeciwko "małżeństwom" homoseksualnym.

Pedofilia w Kościele Katolickim ma mniejszy wymiar niż na przykład pedofilia i pederastia wśród rabinów czy w środowiskach świeckich (zatem również wśród dziennikarzy i polityków), ale też prawda nie wydaje się być królową cnót dziennikarskich.






Lefebvryści


La Croix :

W kwietniu przyjął pan biskupa Bernarda Fellay'a, przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X. Czy powrót lefebvrystów do Kościoła jest od nowa rozważany?


Papież Franciszek:

W Bueons Aires zawsze z nimi rozmawiałem. Byłem przez nich pozdrawiany i na klęczkach proszony o błogosławieństwo. Uważali się za katolików. Kochali Kościół. Biskup Fellay jest człowiekiem, z którym dialog jest możliwy. Nie jest to cechą kilku innych postaci, co nieco dziwnych jak biskup Williamson, albo tych, którzy się zradykalizowali. Zgodnie z moją formułą z czasów argentyńskich, wciąż uważam, że lefebvryści są katolikami w drodze do pełnego zjednoczenia. W czasie aktualnego Roku Miłosierdzia, doszedłem do przekonania, że powinienem upoważnić ich spowiedników do wybaczania grzechu aborcji. Za ten gest mi podziękowali. Przede mną, Benedykt XVI, którego oni obdarzają wielkim szacunkiem, zliberalizował mszę według rytu trydenckiego. Dialog jest udany i robimy dobrą robotę.


Mój komentarz: 
 

Czy papież Franciszek nie jest w stosunku do Tradycji zbyt łaskawy? "Msza trydencka", czyli Msza Święta w tradycyjnym (klasycznym) rycie rzymskim, a, jak ją nazwał św. Pius V, Msza Święta Wszechczasów, została wprowadzona jako jednolity obrzęd Mszy dla całego Kościoła rzymskiego na polecenie Soboru Trydenckiego z lat 1545-1563 (patrz Msza Trydencka).
 

Niech Czytelnik nastawi teraz uszu: Sobór Watykański II potwierdził po długich dyskusjach teologiczną zasadę utrzymania języka łacińskiego w obrządku rzymskim i dopuścił język narodowy jedynie w sensie wyjątku od ogólnej zasady.

W wyniku działań "wpływowych grup" doszło następnie do szalbierstwa – otóż "ta zasada została natychmiast praktycznie odrzucona przez dokonaną reformę, gdyż wyjątek stał się regułą" (ponownie Msza Trydencka).

Może to zabrzmi jadowicie, ale wrodzony pesymizm szepce mi do ucha, że posoborowi papieże w niedługim czasie wykanonizują się nawzajem do ostatniego, podczas gdy z Watykanu snuje się dym apostazji, ze szczególną gęstością wokół zalecanej rezygnacji z nawracania żydów. A przecież On ich nawracał i tę misję powierzył swojemu Kościołowi w słowach: "idźcie i nawracajcie wszystkie narody". Wszystkie!



La Croix :

Czy jest pan gotów przyznać lefebvrystom status prałatury personalnej?


Papież Franciszek:

Nie można tego wykluczyć, ale trzeba uprzednio zawrzeć z nimi umowę natury fundamentalnej. Sobór Watykański II ma swoją wartość. Posuwamy się powoli, z cierpliwością.




Synod w sprawie Rodziny



La Croix :

Zwołał pan dwa synody w sprawie Rodziny. Czy w pańskiej opinii, ten długi proces odmienił Kościół?


Papież Franciszek:

Ten proces zaczął się w lutym 2014 od konsystorza, z inicjatywy kardynała Kaspera, i trwał - poprzez Synod nadzwyczajny w październiku i późniejszy rok refleksji – aż do Synodu zwyczajnego. Sądzę, że wszyscy wyszliśmy z tego procesu odmienieni. Ja również. (…) Nie da się znaleźć szczegółowych zaleceń kanonicznych w kwestiach, co wolno i co powinno się zrobić, a co nie. W odniesieniu do takich problemów jak piękno miłości, wychowywanie dzieci czy przygotowanie do małżeństwa, wszelkie refleksje powinny być prowadzone w nastroju pogodnym i mieć charakter pokojowy. Powinno się położyć nacisk na odpowiedzialność, a ta powinna znaleźć oparcie w wytycznych, kierowanych do świeckich przez Radę Papieską.



Ogólnie rzecz biorąc, powinniśmy zastanowić się nad prawdziwą synodalnością katolicką. Biskupi są cum Pietro, sub Pietro, czyli "z papieżem i pod papieżem". W tym różnimy się od synodalności ortodoksyjnej i greko-katolickiej, w której patriarcha dysponuje jednym głosem. Sobór Watykański II podał ideał wspólnoty synodalnej i episkopalnej. Trzeba go wzmocnić również na poziomie parafialnym, na którym wiele pozostaje do zrobienia. Są parafie, w których nie ma ani rady duszpasterskiej, ani rady ekonomicznej, podczas gdy prawo kanoniczne je do tego zobowiązuje. W tym także zawiera się synodalność.


Mój komentarz: 
 

W tym ostatnim punkcie, prowadzący wywiad Goubert i Maillard mieli zapewne nadzieję na odpowiedź mniej okrągłą. Podziały na Synodzie były niesłychanie głębokie i doszło prawie do buntu biskupów w takich kwestiach, jak komunia dla ludzi rozwiedzionych i sakrament małżenstwa dla homoseksualistów. Moim zdaniem, oba tematy zostały przez postępowych hierarchów zgłoszone w duecie, tak aby w cieniu słusznego mógł się prześliznąć temat skandaliczny. Nie można jednak wykluczyć, że ten drugi, paskudny, zaistniał wyłącznie po to, aby pierwszy mógł pozostać na placu boju i wywołać powszechne westchnienia ulgi, że w chrześcijaństwie jeszcze nie nadszedł czas Sodomy.





Na koniec…











O Franciszku mówi się we Francji "Papież sprzeczności" (Le Pape des contraires). Z jednej strony, Franciszek zdążył już, pytany o homoseksualistów, żachnąć się "a kim ja jestem, żeby sądzić?", a z drugiej - uznał wyższość sumienia nad literą. Nie mieści się w żadnym pudełku. Mam wrażenie, że papież Franciszek otwiera drzwi do jakiejś nowej chrześcijańskiej rzeczywistości, ale (jeśli przypadkiem nie bierze udziału w czymś bardzo niepokojącym), jest tak "niepozbierany", że przekraczając te otwarte drzwi, może rozwalić futrynę, a potem szczerze się zdziwić, że na idących za nim zwaliło się sklepienie, a reszta orszaku uciekła z krzykiem we wszystkich możliwych kierunkach.